Wygaszam silniki

O złocie z Wuhan, zarabianiu na bieganiu oraz zaletach pandemii opowiada Mariusz Giżyński, najbardziej znany płocki biegacz ostatnich dwudziestu lat.

Z lekkoatletów pochodzących z Płocka należysz do trójki zawodników, obok Wandy Stefańskiej oraz Bogumiła Kusia, którzy zaistnieli na arenie międzynarodowej. Startowałeś na Mistrzostwach Europy, w wielkich maratonach oraz międzynarodowych mityngach. Z których osiągnięć jesteś najbardziej dumny, a co Twoim zdaniem, z perspektywy 25 kariery, można było zrobić lepiej?

Witam, miło mi, że w Płocku o mnie pamiętają 🙂

Ja jak najbardziej, bo tu zaczęła się moja biegowa przygoda. W ciągu 25 lat udało się wywalczyć kilka znaczących sukcesów. Najlepsze starty to maratony w Mistrzostwach Europy: odpowiednio 12-ste miejsce w 2010 r. i 13-ste w 2018 r.

Kilka dobrych biegów na dystansie Maratońskim w Rotterdamie 2012 r. 2:11.20 oraz dwukrotnie we Frankfurcie 2:12.34 w 2011 r. i 2:12.40 w 2015 r.

Do tego dodałbym 17 medali Mistrzostw Polski na dystansach od 1500 m poprzez biegi przełajowe do maratonu, a także 20 medali w Wojskowych zawodach międzynarodowych, w tym złoty z Igrzysk Wojskowych z Wuchan 2019 r.

Z pewnością wiele można było zrobić lepiej, przede wszystkim unikać kontuzji, ale też więcej wyjeżdżać na obozy wysokogórskie – na dłuższe pobyty, bo to z perspektywy lat treningu pokazuje, że dawało najlepsze rezultaty. Tak też trenuje obecnie światowa czołówka. Być może nawet trzeba było w pewnym momencie kariery przenieść się w góry na stałe.

W tym roku skończysz 40 lat. Jakbyś określił swój aktualny status sportowy?

Powiem kolokwialnie: „wygaszam silniki”, trenuję mniej, ale chcę jeszcze wystartować z maksymalnym zaangażowaniem w maratonie. Raczej unikał będę krótszych biegów, gdyż z uwagi na wiek i staż treningowy nie mam tam już szans na większe sukcesy, a do tego jest to ryzykowne pod kątem odniesienia urazów sportowych.

Jako trener odnosisz pierwsze poważne sukcesy. Czy widzisz swoją przyszłość w tym fachu?

To bardzo wciągający, a jednocześnie trudny zawód zarówno z uwagi na złożoność zagadnień, które wpływają na formę zawodnika, odpowiedzialność za jego zdrowie, ale też konieczność ciągłych wyjazdów i pozostawiania rodziny. W dobie pandemii praktycznie bez szansy na dochody, ponieważ diametralnie zmieniły się warunki finansowe imprez sportowych, których obecnie praktycznie nie ma lub straciły finansowanie. Nie lepiej jest w klubach sportowych.

"Giża" ze swoimi podopiecznymi podczas zgrupowania w Szklarskiej Porębie.

„Giża” ze swoimi podopiecznymi podczas zgrupowania w Szklarskiej Porębie.

Być może będę tylko trenerem z pasji i będę wykonywał ten zawód jako dodatkowe zajęcie. Czas pokaże. Chciałbym jednak pracować w sporcie wyczynowym.

Z powodu pandemii koronawirusa biegacze amatorzy żyją w zawieszeniu. Nie wiadomo, kiedy wystartują. Jaka jest Twoja rada w tym trudnym okresie, kiedy motywacja spada, a zawodów na horyzoncie nie widać?

Paradoksalnie dla wielu biegaczy amatorów, jak i wyczynowców w tym dla mnie to szansa:

na wyleczenie kontuzji, na zregenerowanie się po wielu sezonach z dużą ilością startów, to także szansa na nadrobienie zaległości ze sprawnością i treningiem do krótszych dystansów, na które to elementy biegowego rzemiosła zwykle nie ma czasu.

Życzę wszystkim Płockim Biegaczom dużo zdrowia i doskonałej formy, a także szybkiego powrotu do naszych ulubionych starów!

Bieg Soczewka - Płock - 2004 rok. Mariusz wygrał, drugi był Sławek Kąpiński, a ja zająłem trzecie miejsce.

Bieg Soczewka – Płock – 2004 rok. Mariusz wygrał, drugi był Sławek Kąpiński, a ja zająłem trzecie miejsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *