Wataha pokazała pazury

Bieg Tropem Wilczym powoli wyrasta na kultowa imprezę w Płocku. Skromny budżet, grono pasjonatów w roli organizatorów – to wystarczy na zrobienie super imprezy.

Dla naszej ekipy te zawody były ważnym elementem przygotowań z kilku względów:

– po ciężkich 8 tygodniach pracy każdy był głodny rywalizacji,

– to był pierwszy start, więc dobry początek sezonu daje pewność siebie na kolejne zawody,

– taki krótki start dobrze wentyluje płuca i stymuluje układ ruchu. Po takich zawodach później dobrze się biega,

– nie było to tajemnicą, że chcieliśmy powalczyć o najwyższe trofea nie tylko indywidualnie, ale przede wszystkim drużynowo,

– to była premiera nowego projektu „Biegaj z Dymkiem Medic Park Team”.

Do zawodów podeszliśmy skoncentrowani. To miał być taki sprawdzian, jak przepracowaliśmy ostatnie 2 miesiące. Choć jeszcze żaden z moich zawodników nie robił treningu „na formę”, to wiedziałem, że są dobrze przygotowani. Bojowego ducha podkręcił fakt, że udało się załatwić na bieg teamowe koszulki. Identyfikacja z drużyną przybrała namacalnych efektów. Na rozgrzewce wszyscy dobrze się czuli, więc w samo południe stanęliśmy gotowi do walki.

porady asystenta przed biegiem

porady asystenta przed biegiem

odprawa 2

Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego!

Na początek bieg z mojej perspektywy.

Chłopaki ostro ruszyli, a ja miałem problem utrzymać nie tylko pierwszą grupę, ale nawet drugą. Wiedziałem jednak, że muszę przetrzymać początek. Nie mogłem pozwolić chłopakom z czołówki, żeby mi za bardzo odjechali. Wiedziałem, że im zmięknie rura koło półmetka i wtedy muszę być blisko. Prędkość 3:24 na kilometrze, nawet z górki, to aktualnie nie moje prędkości.

czołówka

początek biegu

Jednak powoli zacząłem się przesuwać do przodu, aż nad strumieniem dogoniłem Pawła Kokockiego ode mnie z ekipy. Na krętych ścieżkach wyprzedziłem go, jednak takie szarpnięcie kosztowało mnie wiele sił. Paweł już na punkcie pomiarowym wyprzedził mnie i odjechał jak chciał. Na zbiegu w Szpitalną w momencie zrobił kilkudziesięciometrową przewagę. Nienawidzę zbiegów :)Na powrocie w parowie miałem planowo depnąć, ale zbytnio nie było z czego. Mogłem jedynie utrzymać tempo. Do walki motywował mnie fakt, że rywale przede mną nie uciekali mi. Kiedy Przemek Giżyński złapał kryzys postanowiłem go gonić, ale kosztowało mnie to 110% mocy przerobowej. Marek Zych, Przemek Obara i Paweł ostro cięli, ale nie składałem broni. Kiedy dogoniłem Przemka ten rzucił tylko, żebym leciał swoje. Przemek to doświadczony zawodnik o wyrównanej formie. Rok wcześniej zmiażdżył nas na Wilczym Biegu. Teraz musiał mieć słabszy dzień, ale jestem przekonany, że na Wiedeń „się odbuduje”. Kiedy biegliśmy ramię w ramię z Przemkiem wydarzyła się zaskakująca rzecz. Zauważyłem biegnącą przede mną trójkę poza trasą. Krzyknąłem im, że źle biegną. Przemek i Paweł szybko wrócili na trasę, ale Marek stracił bardzo dużo. To wydarzenie wybiło mnie z rytmu. Marek gonił mnie, ale opuściła mnie chęć walki. Lubię, jak o wynikach decydują czysto sportowe względy. Za podbiegiem Marek doszedł mnie i honorowo umówiliśmy się, że wbiega na metę przede mną. Tego dnia był lepszy. Dlatego z niecierpliwością czekam na Wiedeń, żeby się młodszemu koledze z TKKFu zrewanżować 🙂

12788415_540414642793728_815703531_o

Rywale na trasie, koledzy na mecie

Ze swojego startu jestem bardzo zadowolony. Ciężko trenuję, po około 100 km tygodniowo. Na razie wykonałem dwa szybsze treningi – DZB 8 x 3 minuty oraz tempo 5×2 km. Reszta to treningi w tlenie z dużą ilością siły biegowej i oczywiście 30-stki. Ale jestem dobrej myśli, że uda się zrealizować plan we Wiedniu. Pod ten start całkowicie podporządkowałem treningi. Przegrałem z młodszymi, szybszymi zawodnikami, ale taka kolej rzeczy. A Kamyk jest niezniszczalny i skuteczny na takich biegach. Gratuluję mu wygranej.

Ekipa:

W poprzednim roku na mecie Wilczego Biegu szybko założyłem dresy i potruchtałem dopingować ekipę. W tym roku, mimo że ekipa liczniejsza, to zbytnio nie było komu dopingować po trasie. Moja wataha wpadała na mecie jeden za drugim. Na tych zawodach spełniło się moje trenerskie marzenie. W końcu ktoś z drużyny ze mną wygrał. Mowa oczywiście o Pawle Kokockim. Paweł to student z Torunia, który zwrócił się do mnie z prośbą o współpracę jesienią. Jestem sceptyczny na trenowanie na odległość, ale życiówka Pawła w półmaratonie mnie przekonała – 1:15 to wynik, jaki uzyskał na ostatnim PZU Półmaratonie Warszawskim. Ustaliliśmy warunki współpracy i postanowiliśmy spróbować. Póki co treningi idą dobrze, Paweł podchodzi do biegania poważnie. Wczoraj przez moment nawiązałem z nim walkę, ale jest na aktualnie o klasę lepszy. Wczorajszy bieg był ważny pod względem sportowym, bo chciałem zobaczyć, jak się Paweł prezentuje w trakcie biegu. Do tego poznał się z resztą ekipy, która już go ochrzciła nowym pseudonimem „Pogromca Kołcza”. Po zawodach padła spontaniczna decyzja, że Paweł jedzie z nami na kolejne zawody – „ Maniacką Dziesiątkę” 19 marca. Paweł zajął w niedzielę drugie OPEN i to jest dobry prognostyk przed kolejnymi startami.

kokocki

Paweł Kokocki

Ósme miejsce zajął Marcin Dubiel. Przegrał tylko ze ścisłą czołówką, a w pokonanym polu pozostawił wielu mocnych rywali. Do tego trzecie miejsce w kategorii wiekowej. Poniżej moja radość, jak się dowiedziałem, że dostąpię zaszczytu bycia na podium z kolega z ekipy. ReakcjaZe względu na długotrwałe problemy z kontuzjami odpuściliśmy wiosną przygotowania do maratonu. Skupiliśmy się na przygotowaniach do półmaratonu i na razie wszystko idzie dobrze. Mam żelazną zasadę, że nie oglądam się za siebie na zawodach. Ale na Wilczym Biegu czułem oddech Marcina na plecach. Plan był taki, że Marcin miał zmieścić się za mną w pół minuty. Wyszło 29 sekund różnicy, więc wszystko w planie.

IMG_6300

Dubiel blisko czołówki

Dubiel 2

Za metą

Później na mecie było już całkiem zielono. 16 miejsce zajął Juliusz Wójcik, debiutant w ekipie. Julek ma papiery na szybkie bieganie. Jego dobry bieg jest dla mnie zaskoczeniem, bo … cały luty borykał się z kontuzją Achillesa. Jak na bieg z kontuzją to niezły występ. Ale póki co to Julek musi się wyleczyć, to będzie jeszcze szybszy.

Julek

Julek Wójcik

18 miejsce zajął mój najnowszy nabytek, Łukasz Bucholc. Łukasz, odwrotnie niż Julek, w styczniu chorował, ale w lutym mocno potrenowaliśmy. Być może brak obiegania i zmęczenie treningiem spowodowały, że Łukasz osłabł trochę na końcówce. Ale formę szykujemy na debiut w maratonie. Jeszcze usłyszycie o tym chłopaku!

Bucholc

Łukasz Bucholc

IMG_6314

Kopek szarżuje

20 miejsce zajął Kropek. To kolejny pechowiec w ekipie, bo po fantastycznym styczniu, w lutym doznał kontuzji łydki. 3 tygodnie bez treningu. Mimo braków w treningu Kropek powalczył. To miał być bieg na przełamanie i odblokowanie. Myślę, że się udało. Teraz przed Kropkiem ciężki marzec, jeżeli chce dobrze pobiec we Wiedniu.

Płsoko

Michał Płoskoński, czyli siostro, tlen proszę

22 miejsce zajął Michał Płoskoński. Znawcy tematu wiedzą, że Michał nie jest demonem prędkości. Ale jak chce biegać szybko maraton, to musi startować w krótkich biegach. Michał mocno pracuje do OWM, a start był tylko mocnym akcentem treningowym. Dobry start Michała, jak zawsze na swoim wysokim poziomie.

Jak Agnieszka Budek wpadła na metę to od razu pogratulowałem jej dobrego biegu. Ale w całej euforii zapomniałem zapytać, które miejsce zajęła. Jak się okazało, ten tydzień zakończył się happy endem. Agnieszka w ciągu ostatnich 7 tygodni wykonała tytaniczną pracę. Może być wzorem dla młodych zawodniczek, jak się powinno podchodzić do trenowania. Jednak organizm zaczął się buntować i Agnieszkę w ostatnim tygodniu zmogło przeziębienie. Odpuściła „aż dwa” 😉 treningi, żeby wrócić do pełni sił. Pełnia sił nie wróciła, ale Agnieszka jest mega-ambitna. Chciała obronić tytuł mistrzyni biegu i pomóc kolegom w klasyfikacji drużynowej. Agnieszka perfekcyjnie wypełniła założenia taktycznie i pewnie wygrała. Bieg kosztował ją wiele sił. Niestety musi kilka dni pauzować od treningu, ale na Poznań będzie jak nowa. Agnieszka pokazała klasę, bo poradziła sobie z presją jaka na niej ciążyła. Taka zawodniczka w ekipie to skarb!

Budkowa

czołówka kobiet

Budkowa 3

Agnieszka Budek – zwyciężczyni

Budkowa 2

Podium klasyfikacji kobiet

Od razu za Agnieszką finiszował Michał Bąkiewicz. Po przejściach z Koroną Maratonów w 2015 roku szukaliśmy dla Michała wyzwań na 2016 rok. Wybór padł na półmaraton w Warszawie. W tym roku Michał pozbierał się i w ciągu ostatnich 7 tygodni wykonał kawał dobrej roboty. A ten start zasygnalizował, że jego forma rośnie.

Bąkiewicz (2)

Michał Bąkiewicz

Grupę PRO zamknął Robert Ławnicki. Robert nigdy nie narzekał na kontuzje, ale ostatnio nawet jego dotknęło „zmęczenie materiału”. Mimo wszystko Robert pobiegł swoje. Forma jest jeszcze trzymana w ryzach, bo najwyższa musi być na początku kwietnia.

Ławnicki

Księciuniu jak zawsze w formie

Obok siebie finiszowali Arek Kozimiński oraz Robert Makówka. Chłopaki nie trenują na razie na pełnych obrotach, ale myślę, że z biegu na bieg będą się rozkręcać. W końcu na początku kwietnia mają swoje starty docelowe w Warszawie i Wiedniu.

Makóka

Robert Makówka, czyli czas pod kontrolą

Malwina

Malwina Nagadowska

Dobry bieg zaliczyła debiutująca w ekipie Malwina Nagadowska. Malwa to ambitna bestia i stwierdziła, że powinno być lepiej. I się z nią zgadzam, będzie lepiej w swoim czasie. Dawki treningowe jakie ogarnia Malwa w zwaliłby z nóg nie jednego faceta. Ale ten trening „odda” już wkrótce. Malwina zajęła niezłe, 18 miejsce w kategorii kobiet.

W tym biegu debiutowała w barwach teamu Zosia Szewczyk, czyli popularna „Kropkowa”. Zosia stawia dopiero pierwsze biegowe kroki, ale takiego stylu i techniki dawno nie widziałem. Na razie Zosia musi cieszyć się bieganiem. Ale Zosia nauczy się biegać na takim zmęczeniu jak Dubiel albo Płoskoński to będę miał naprawdę szybką zawodniczkę. Oby tylko Kropek nie wtrącał się do treningów 😉

Zosia

Zosia Kropkowa

Anka

Anka i Zosia

Na 39 miejscu wśród kobiet zawody zakończyła Anka Pogodzińska. Anka poszła w ślady męskiej części ekipy. Dobrze przetrenowała styczeń. Niestety w lutym 2 tygodnie w plecy. Ale wykonana praca nie idzie w eter. W kwietniu będzie dobrze, oby zdrowie dopisało.

Stawkę z „zielonych” zamknął Łukasz Jankowski, który dzisiaj tylko towarzyszył koleżance na trasie. Ale obiecał Kołczowi, że się w końcu weźmie do pracy.

Najważniejszą informacją dnia było bezsprzecznie wygranie klasyfikacji drużynowej. Marzyliśmy o tym i ciężko na to trenowaliśmy 8 tygodni. Gratuluję No Age Limit i TKKF Płock miejsc na podium.

wyniki drużynówki

A my nie osiadamy na laurach. Zamierzamy … trenować jeszcze mocniej. W Poznaniu na Maniackiej Dziesiątce też jest klasyfikacja drużynowa. Liczy się wynik czterech najlepszych zawodników. Zawsze startują ekipy z Kenii, Ukrainy i z całej Polski. Nasz cel jest jasny, pierwsza dziesiątka.

Na koniec dziękuję Robertowi Makówce za wsparcie. Myślę, że swoją postawą i wynikami odwdzięczyliśmy mu się za zainwestowany czas i środki. Ale projekt „Biegaj z Dymkiem Medic Park Team” dopiero nabiera rozpędu!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *