Tydzień z życia amatora – technologia vs. samopoczucie

Moi zawodnicy wiedzą, że zawsze zalecam im słuchania swojego organizmu, a nie bezkrytycznego wierzenia we wskazania naszych wypasionych zegarków. Wiadomo, nie można zamykać się na udogodnienia, które oferuje nam nowoczesna technologia. Dlatego na tydzień postanowiłem się przeobrazić „w dziecko DżiPieSa” i nie rozstawać z moim zegarkiem monitorującym aktywność.

Wpis nie jest materiałem sponsorowanym, ani promocją. Po prostu jest odpowiedzią na pytania moich zawodników, którzy każdego dnia pytają mnie o m.in.: procentową dzienną aktywność, running index, kadencję czy bieżące tempo biegu. Od jakiegoś czasu biegam z POLAR M430, który mierzy tętno z nadgarstka. Ma wiele innych funkcji, których od lipca nie używałem. Dla mnie zegarek jest do tego, aby wskazywać aktualne tętno i co 1 km pokazać międzyczas. Reszta dotychczas mało mnie interesowała.

Odwiedziny rodzinki nie zwalniają z realizacji treningu. Przebieżka na wałach przeciwpowodziowych we Wrocławiu.

POLAR M430 posiada funkcję monitorowania codziennej aktywności (ilość wykonanych kroków i przebyty dzienny dystans, znacznik braku aktywności, monitoring snu itp.). Postanowiłem przez tydzień nosić zegarek przez przerwy i sprawdzić, jak badanie powyższych paramentów ma się do mojego samopoczucia. Wybrałem tydzień 15-21 stycznia, kiedy nie było Filipa w domu i mogłem trochę więcej czasu poświęcić swojej osobie.

Na początek suche dane, co robiłem w danym tygodniu.

1 2 3 4 5 6
Dzień Treść treningu Dodatkowa aktywność Sen/przebudzenia/
HR spoczynkowe
Ilość przebytych km w ciągu dnia (Bez treningu) Procent dziennej aktywności
Poniedziałek Spokojne wybieganie
10 km
pływanie 2400 m 8:13/15min/34 17 (7) 351%
Wtorek Podbieg 10×150 m
13,1 km
brak 6:34/21min/34 15,6 (2,5) 273%
Środa Bc2 10 km – 45 min po lodzie

15,4 km

siłownia
sauna
7:19/21min/36 28,6 (13,2) 396%
Czwartek Rytmy 7×100 m
13,9 km
brak 5:49/10min/33 16,3 (2,4) 250%
Piątek Wybieganie
23,8 km
podróż
do Wrocławia
6:51/20min/34 31,2 (7,4) 433%
Sobota Wolne aquapark 5:35/31min/39 7,6 (7,6) 90%
niedziela Wybieganie + rytmy
15,7 km
podróż
do Płocka
7:25/27min/36 21,2 (5,5) 305%
Total 91,2 km 2 x pływanie
1x siłownia
Śr. 6:06/21min/35,1 127,5 (36,3) Śr. 299%

Przygotowanie do maratonu to nie tylko samo bieganie. Pływanie od zawsze było ważną dla mnie częścią treningu uzupełniającego.

Jak widzicie, jakiejś tytanicznej pracy nie wykonałem. Sześć treningów, z czego ani razu nie wykonałem szybkiego biegania. W poniedziałek doszło mocne pływanie z kolegami z PTT DELTA, w środę od razu po bieganiu zrobiłem godzinny trening na siłowni + saunę, a w sobotę były dwie godziny wariowania z synem na Aquaparku. Pomimo, że w ustawienia zegarka mam wszystkie parametry wpisanie zgodnie z prawdą (płeć, wiek, waga, itp.), a swój poziom sportowy określiłem jako „półprofesjonalny”, to okazuje się, że dziennie wykonuję 299 % wyznaczonej dla mnie normy (pkt. 6 tabelki). Czytałem trochę w jaki sposób zegarek określa ten współczynnik. Pomimo, że podstawy wyliczeń mają sens, to wyniki już nijak do prawdy. W normalnym tygodniu zegarek określa mój dzienny wysiłek na ok. 300%. Tak więc dzienną aktywność określaną przez zegarek możemy wyrzucić do kosza.

O wiele więcej cennych uwag przynoszą suche dane dostarczane przez zegarek, a nie te przetwarzane przez komputery.

Ciekawą informację podaje monitoring snu (pkt 4 tabelki). Okazuje się, że średnio 21 minut w ciągu nocy przewracam się z boku na bok. Może to nie jest dużo, ale w ciągu tygodnia ucieka mi już 2 godziny 20 minut snu. To w ciągu miesiąca daje już jedną nieprzespaną noc! Dzięki tej funkcji zauważyłem też, jak nieefektywne jest spanie
z dzieckiem w łóżku. Dwie ostatnie noce tygodnia spałem z Filipem i jak widać, miałem zanotowanych kilkanaście minut więcej „przebudzeń” w ciągu nocy. Jednak to co mnie najbardziej zainteresowało to pomiar tętna spoczynkowego. Zawsze HR spoczynkowe mierzyłem stetoskopem medycznym od razu po przebudzeniu. Miałem swoje określone standardy, m.in.: stetoskop leżał poniżej poziomu serca, nie podnosiłem głowy ani innej części ciała przed pomiarem, a pomiar odbywał się w czasie pełnej minuty. Jak byłem w formie to poranne pomiary wskazywały przedział 38-42 uderzenia na minutę. Jeżeli było powyżej 48 uderzeń to oznaczało przemęczenie, przetrenowanie lub zbliżającą się chorobę. Najniższy odnotowany wynik złapałem we wrześniu 2004 roku – 37 uderzeń – byłem u szczytu formy. Teraz do szczytu formy sprzed 14 lat wiele brakuje, ale jak się okazało, metoda pomiaru ma znaczenie. Zegarek na ręku monitorował pracę serca całą noc. I faktycznie, rano, po przebudzeniu pomiary pokazywały ok. 40 ud/min. Jednak wynik najniższego pomiaru wypadał zawsze pomiędzy godziną 3 a 4 w nocy. Jak przespałem noc normalnie to zegarek wskazywał 34, a jednego dnia wyszło nawet 33ud/min! Szkoda, że wyniki pomiaru nie biegają, bo powinienem ścigać się z Kenijczykami 😉 Jak widać, dzięki technologii monitorowania snu możemy zarejestrować dane, których nie jesteśmy w stanie zrobić sami. W końcu trudno jednocześnie spać i mierzyć tętno stetoskopem.

To co mnie jednak najbardziej zaintrygowało, to dystans jaki zaliczamy pieszo w ciągu dnia (pkt 5 tabelki). Każdy patrzy na regenerację przez pryzmat obciążenia treningowego. Jednak jak się okazuje, obciążenie codziennymi obowiązkami też ma wpływ na naszą formę. POLAR M430 mierzy całościowy dystans przemierzony w ciągu dnia. I patrząc na moje treningi uważam, że dzienna aktywność ma wpływ na ich jakość. W środę miałem ciężki dzień w pracy. Dużo spotkań i załatwiania różnych spraw. Okazało się, że przed treningiem przeszedłem ponad 13 kilometrów. Później na biegu ciągłym leciałem ledwie po 4:30/km. Było ślisko i na to zrzuciłem niepowodzenie treningu. Niewątpliwy wpływ na jakość naszej regeneracji ma też całodzienna aktywność. W najbardziej intensywne dni zdarza się, że jestem na nogach ponad 9 godzin. Dlatego tutaj cenna rada dla nadgorliwych zawodników, którzy zawsze w 100% realizują plan treningowy. Czasami lepiej zrobić pauzę, bo życia pisze nam własny plan. Realizacja ciężkiego trening na dużym zmęczeniu często nie ma sensu. Lepiej zamienić taki trening na regeneracyjne rozbieganie. Zmęczenie to suma treningu + codziennej aktywności + snu.

Podsumowanie

Dwugodzinne wybieganie po śniegu – wg Polara po tym treningu miałem zastosować 4 dni wolnego 🙂

Myślę, że powyższe spostrzeżenia już dają pewne odpowiedzi. Przede wszystkim technologia powinna pomagać nam badać zachowanie organizmu, którego nie jesteśmy sami w stanie zaobserwować np. przerwy w śnie, tętno w czasie snu, dzienna aktywność. Jednak wnioski, jak duży jest stopień naszego zmęczenia, powinniśmy wyciągać sami. W dni, kiedy aktywność dzienna wynosiła ponad 400% program Polar Flow sygnalizował, że powinienem odpoczywać co najmniej 3 doby. Gdybym stosował się do tych wytycznych, zrealizowałbym tylko mały wycinek swojego planu treningowego. Zresztą przez 90% tygodnia przebywałem w wysokiej lub bardzo wysokiej strefie zmęczenia (wg wskazań programu). Zegarki nie biorą pod uwagę zmiennych warunków atmosferycznych i stanu nawierzchni. Czy biegamy w upał, silny wiatr lub jest śnieg po kolana, zegarek interpretuje wyniki naszego treningu zawsze tak samo. Dlatego do technologii musimy dołączyć swoje doświadczenie, zmysł i ocenę sytuacji. Ja z dystansem podchodzę do niektórych wskaźników, aczkolwiek odchylenia od normy zawsze wzbudzają moją ciekawość oraz czujność.

Jako trener polecam swoim zawodnikom zegarki marki Polar z kilku praktycznych powodów. Przede wszystkim są dokładne we wskazaniach. Dla mnie jako trenera ważne jest, że interfejs graficzny jest bardzo czytelny i łatwy do interpretacji. Do tego mam pełen podgląd do wszystkich treningów i wszystkich statystyk moich zawodników zalogowanych na platformie Polar Coach. Dzięki temu kontrola realizacji treningów jest dla mnie łatwa. Nie muszę się logować na indywidualne konta zawodników. Otwieram panel drużyny i jedno kliknięcie przenosi mnie do dziennika treningowego innego zawodnika. Jest przysłowie, że „liczby nie kłamią”. Jednak nic mi nie przynosi tylu informacji o zawodniku, co wspólny trening.

Dlatego moja porada – korzystajcie z nowoczesnych technologii z umiarem. Nic nie zastąpi przyjemności i efektów treningu z innymi, żywymi biegaczami 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *