Robert i Aganieszka na 600 merów do mety

Tumska Dycha zgodnie z założeniami

Start w „Tumskiej Dysze” nie był dla mojej ekipy priorytetowym występem. Jednak moi zawodnicy znają jedną z moich zasad, że „w lokalnych zawodach trzeba startować”. Jesienią, kiedy sezon zbliża się ku końcowi, nie ma co trenować, tylko trzeba startować.

Zanim przeszliśmy do dania głównego, czyli biegu na 10 km na starcie stanęli młodzi zawodnicy w „Biegu Krasnala”. W biegu udział wzięło 100 maluchów. Wśród nich Filip Stanisław Dymek. Od zawsze lansowałem tezę, że z niego biegacza już nie będzie. Pomimo, że nie był ani pierwszy, ani drugi, to swoją postawą zaimponował tacie. Finiszował z uśmiechem na twarzy w czołowej grupie. Może w przyszłości przyjmę go do ekipy???

Filip S. Dymek

Filip S. Dymek nr 093

Ale wracamy do Dyszki.

Do startu nie podchodziliśmy z konkretnymi założeniami. Chciałem tylko, żeby Robert Ławnicki, który powoli dochodzi do siebie po maratonie, wspomógł na trasie Agnieszkę Budek. Gabaryty Roberta (w tym roku zliftingowane o kilkanaście kilogramów) miały osłonić drobną Agnieszkę od czołowego wiatru nad Sobótką. Taktyka sprawdziła się doskonale w tych ciężkich warunkach. Prognozowany przeze mnie czas dla tej dwójki w planie treningowym wynosił 43:30. Tak mówiły treningi. Okazało się, że mnie zawodnicy nie oszukują i trenują solidnie. Agnieszka uzyskała 43:25, a Robert 43:30.

Robert i Aganieszka na 600 merów do mety

Robert i Agnieszka na 600 merów do mety

Agnieszka zajęła wysokie szóste miejsce w klasyfikacji OPEN oraz drugie w kategorii płocczanek.

Agnieszka na podium

Agnieszka na podium

Cieszę się, że ponownie w ekipie BzD zadziałała współpraca zespołowa. Podczas treningów i zawodów w naszej grupie panuje zdrowa rywalizacja i współpraca. W myśl zasady, jeden za wszystkich, wszyscy za jednego. Czasami, bardziej niż wyniki moich podopiecznych, cenię atmosferę i zgranie w drużynie.

Budujący też jest fakt stabilizacji formy Agnieszki i Roberta. Na początku współpracy z Agnieszką założyłem sobie, że na początku musimy ustabilizować formę na równym pułapie, a dopiero później rozpocząć marsz po rekordy. W trzech biegach na 10 km pod moją opieką Agnieszka uzyskała kolejno wyniki:

– Włocławek – 43:48

– Sierpc – 43:24

– Płock – 43:25

A na 5 km 20:13 w Gdańsku i 19:59 w Warszawie.

Stabilną formę widać jak na dłoni. To oznacza, że podstawy piramidy są już zbudowane. W listopadzie będziemy chcieli zwieńczyć jej wierzchołek.

"Budkowa" na finiszu

„Budkowa” na finiszu

To samo dotyczy się Roberta, który w tym roku uzyskał kolejno: 42:30 – 44:02 – 42:46 – 43:30. Pewien poziom jest już normą, a nie szczytem możliwości.

Cały czas szukamy stabilizacji formy u Anki Pogodzińskiej. Czas 58:02 nie oddaje pełnych możliwości Anki, dlatego cały czas trzymamy się zasady 3T, a wyniki jesieni 2014 muszą wrócić.

Na razie w wakacyjnej formie jest mój nowy zawodnik Łukasz Jankowski, z którym knujemy już ambitne plany na 2017 rok.

No i oczywiście wielkie gratulacji dla Cioci Marii, która pokazuje, że na bieganie nigdy nie jest za późno. Super życiówka w pierwszym starcie na 10 km – 57:03. Ale tak to jest, jak się korzysta z usług najlepszego pacemakera w mieście, czyli Stanisława Dymka. Pierwsze 10 km i Ciocia Marysia dwa razy pojawiła się na podium! Gratulacje!

Warto odnotować cichy start Michała Bąkiewicza w II Ćwierćultramaratonie Bieszczadzkim. Dystans 14 km z wymagającym podbiegiem pokonał w czasie 1:33:18. Czas w żaden sposób nie oddaje wyniku, ponieważ wśród 211 finiszerów Michał zajął zaszczytne 34 miejsce.

Ja w Płocku znów pełniłem rolę spikera zawodów. Zazdrościłem wszystkim zawodnikom, że mogli się zmierzyć z trudną trasą „Tumskiej Dychy”. Dopingowanie płockich biegaczy zawsze sprawia mi wielką frajdę.

brr, zimno było

brr, zimno było

Ale już w sobotę jubileuszowy XXXV Bieg Soczewki z BOP. Tym razem startuję i nie zamierzam być tłem tych zawodów. Uwielbiam tą trasę. Będzie walka od startu do mety.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *