To musiało się udać!

A tacy fajni i normalni ludzie to byli. Mieli hobby i biegali sobie. Dopóki nie poznali Dymka…

W pięcioletniej historii Biegaj z Dymkiem były wzloty i upadki. Były transfery, kontuzje, kryzysy, wypadki przy pracy itp., itd.  Ale takiej koncentracji na celu, poświecenia i determinacji w żadnym pokoleniu ekipy jeszcze nie widziałem.

Od 1 lipca zaczęliśmy misję „Mosty”.  U prawie wszystkich zawodników trening przebiegał wręcz książkowo. Były pojedyncze  przypadki, że jakiś trening wypadł, ale generalnie szli przez lato jak burza. Do tego szóstka zawodników wyjechała w sierpniu na przygotowania do Szklarskiej Poręby (Agnieszka Budek nawet dwukrotnie).  Starty kontrolne pokazały, że forma rośnie, a w przypadku niektórych osób (Bigorajska, Chętka) wręcz eksploduje. Ostatnie zawody na Praskiej Piątce i w Gąbinie pokazały, że misja „Półmaraton Dwóch Mostów” po prostu musi się udać!

Weekend zaczął się dobrze. Na Biegu Westerplatte w sobotę Ania Blachowska nabiegała 41:28, co jest jej najlepszym wynikiem w ostatnich miesiącach na atestowanej dyszce.  Czas ten dał Ani 8 miejsce OPEN kobiet. Weekend zakończył się też dobrze, bo w niedzielę w południe Paweł Kokocki zajął 4 miejsce OPEN w biegu na 10 km u siebie w Nieszawce.

Ale skupmy się na tym , co działo się w Płocku.

Na początek o moich nowych zawodnikach, Pawle i Weronice. Paweł zajął 34 miejsce z czasem 26:13 (średnia poniżej 5:00/km), natomiast Weronika po pół roku współpracy poprawiła się z 2:13 na 2:04:09. To dobre wyniki, z których jestem zadowolony. Na razie się poznajemy, a zaplanowany przeze mnie trening nie został do końca wykonany. Paweł i Weronika to na razie normalni ludzie, którzy trenują dla przyjemności. Ale jak więcej się ze mną pobujają, to też zrobią się jak reszta ekipy 😉

Ola Bigorajska na finiszu

Na początek chciałbym napisać o zawodniczce, która w sierpniu przeszła metamorfozę. Ola Bigorajska – objawienie rundy letniej.  Od 2 lat Ola rzetelnie realizowała moje plany, ale czegoś brakowało. Na szczęście w lipcu znaleźliśmy przyczynę, która stała na przeszkodzie w rozwoju. Jeszcze w Gdańsku Ola nabiegała średni wynik 26:04, a później to jest historia na książkę! Na obozie w Szklarskiej Porębie robiła mocne treningi. Z każdym dniem tętno spadało, a tempo rosło. Wprawiało mnie to w osłupienie i radość, ale formę potwierdzają zawody, a nie treningi.  Na Biegu Obrońców Płocka, po zakończeniu swojego startu i złapaniu oddechu, o godz. 20:50 zacząłem truchtać pod prąd trasy, żeby dopingować Olę. Ale od Ani Blachowskiej dowiedziałem się, że Ola … od kilku minut jest na mecie. Na niepełnej dyszce (9,9 km) wykręciła czas poniżej 47 minut i zajęła 2 miejsce w kategorii wiekowej.  Formę potwierdzała na kolejnych treningach i zawodach w Gąbinie, gdzie znów stanęła na 2 miejscu podium. Podczas Półmaratonu Dwóch Mostów Ola wystartowała na dystansie 5,2 km. Zajęła bardzo wysokie 5 miejsce OPEN kobiet (przegrywając z samymi utytułowanymi rywalkami).  Dla mnie, jako trenera, jest najważniejsze, że dystans ten przebiegła z prędkością 4:20/km. Trzecie zawody z rzędu i Ola łapie się na dekorację. Ola, obok Krzyska Chętki to najlepszy przykład, że na wyniki czasami trzeba długo i cierpliwie trenować (nie mylić ze słowem: czekać).

No i płynnie przechodzimy do Krzyśka Chętki. W Gdańsku sprawił niespodziankę i mnie zaskoczył. W Bodzanowie i 2 dni później w Płocku potwierdził formę. Po 16:57 na 5 km było pewne, że on na Dwóch Mostach namiesza. Krzysiek też długo nie potrafił wykorzystać swoich umiejętności. To kontuzje, to inne sprawy go blokowały.  Ja nauczyłem go przede wszystkim taktyki na zawodach. Nie jest już jeźdźcem bez głowy. Jest prawdziwym liderem Biegaj z Dymkiem. Na półmaratonie pobiegł jak stary wyjadacz. Do 15 km współpracował w naszej grupie, a potem odważnie narzucił swoje warunki gry. Z rywali z naszej grupy pokonał go tylko Marek Zych. Krzychu zajął 11 miejsce OPEN i 1 w kategorii M-30. Wykręcił też najlepszy czas dla naszej drużyny.

Chętka na bieganie

O Agnieszce Budek napisałem już książkę na tym blogu. Ostatnie zawody i treningi upewniały mnie, że Aga jest mega mocna. W planie treningowym na półmaraton napisałem 1:22:59.  Rezultaty z treningów były tak fenomenalne, że Aga nie mogła pobiec słabiej. Zrobiła swoje. Nabiegała 1:22:46.  Zajęła 4 miejsce wśród kobiet (przegrała tylko z Kenijkami). Po raz kolejny potwierdziła swoją absolutną dominacje w Płocku i była silnym ogniwem mojej drużyny.

Zdążyć przed 1:23

Jako trzeci mężczyzna w ekipie finiszował Marcin Dubiel, którego start stał pod znakiem zapytania. Marcin borykał się z bólem stopy, ale udało się wydobrzeć i zaliczyć półmaraton  w tempie planowanego wkrótce maratonu. 1:25:06 – no no, zapowiada się nieźle.

Dubiel biega

Dziękuje Tomkowi Wrońskiemu, który podczas wspólnych treningów zdecydował się pomóc naszemu teamowi. Tomek nabiegał 1:26:35 i był „pierwszym rezerwowym” do drużyny.

Drugą zawodniczką z Polek na półmaratonie była moja druga Gwiazda Aneta Turalska. Nie będę się chwalił, ale tak było. W planie na półmaraton napisałem Anecie 1:29. Na mecie było 1:29:20. Aga i Aneta to solidne zawodniczki, które trenują jak profesjonalistki. Współpracuję z Gwiazdami kilka lat i wiem na co je stać. Aneta na Półmaratonie Dwóch Mostów jak zwykle skuteczna, 6 miejsce OPEN i niezastąpiony skarb dla drużyny.

Kolejnym takim skarbem jest Ewa Rek, która podołała presji, że to jej wynik będzie liczył się do drużynówki. Trochę marudzenia musiałem posłuchać i poczytać, ale za 1:50:15 (8 minut życiówka) wybaczam Ewie. W sumie, co do startu Ewy, nie miałem wątpliwości, że będzie dobrze. Przy takim podejściu do treningu udział w zawodach jest czystą przyjemnością.

21,1 km w nogach, ale technika biegu jak na rozgrzewce

Ciekawym przypadkiem jest Jarek Matacz, który z planem treningowym miał w lato na bakier i … nabiegał super wynik. Starty na żywca czasami się udają. Jarek miał dobrą bazę z poprzednich przygotowań i dało to wynik 1:39:15– nową życiówkę.

Czysta moc w żywej postaci

Dzień konia, a nawet przekonia, miał Marek Adamczyk. Wiosną start w półmaratonie Markowi nie wyszedł, więc w Płocku pałał żądzą rewanżu (oficjalnie start na luzie oczywiście 😉 ) Marek urwał życiówkę o 13 minut i wykręcił 1:42:47. Zaskoczył siebie, mnie, Jarka Bieńkowskiego i chyba wszystkich. Ale muszę przyznać, Adamczyk trenował rzetelnie jak galernik pod batem. Ciężka praca została nagrodzona.

Nie ma analizowania, tylko za…..my

Czy można być niezadowolonym z najlepszego startu w życiu? Ano można! Jarek Bieńkowski poprawił życiówkę o 2 minuty. Liczył na więcej, a że to ambitny chłop to pewnie jeszcze w tym roku będzie drugie podejście do połówki. Na usprawiedliwienie Jarka dodam, że trenował równie ambitnie jak reszta ekipy, jednak kontuzja w najważniejszym okresie treningu (II połowa sierpnia) trochę pokrzyżowała moje plany przygotowawcze wobec Jarka.

Wspaniała postawa wszystkich zawodników złożyła się na 2 miejsce drużynowo. Przegraliśmy ze znaną (z różnych względów) ekipą Benedek Team złożoną z Kenijczyków. Oni byli poza zasięgiem. Ale współzawodnictwo wśród naszych ekip było bardzo wyrównane i fair-play w tym roku. Z TKKF wygraliśmy tylko 4 minuty, a z Więckowski Team 15 minut. To małe różnice na 6 osób na dystansie półmaratonu. Żadna z liczących się ekip nie mogła sobie pozwolić na słabość któregokolwiek z zawodników.

A co ze mną? Ano mam mieszane uczucia. Trenowałem bardzo dobrze. Przygotowywał mnie najlepszy trener ziemi płockiej, Wojtek Więckowski. Przez 3 miesiące cyklu przygotowawczego opuściłem 1 trening (przez ból ścięgna Achillesa). Na podstawie treningów określiliśmy, że jak pobiegnę 1:19 to będzie dobrze.  Pobiegłem dobrze, 1:19:33, ale moi rywale pobiegli bardzo dobrze.

Do 15 kilometra wykonaliśmy z chłopakami z Płocka super robotę. Ja, Marcin Stańczak, Krzyśki Chętka i Domeradzki oraz Marek Zych solidarnie dawaliśmy sobie zmiany. Trochę bruździli nam przyjezdni swoimi zrywami, ale do 15 km utrzymaliśmy zaplanowane tempo 3:45/km. Na piętnastce hasło do boju dał Chętka. Fajnie rozprowadził 3 następne kilometry równiutko po 3:39/km. No i w okolicach ronda na Długiej popełniłem niewybaczalny błąd. Grupa się trochę rozciągnęła, sądziłem, że każdy będzie biegł już swoje. Puściłem chłopaków z TKKF i postanowiłem lecieć swoje, bo tempo mi odpowiadało, a do mety były jeszcze 4 kilometry. Po czym na terenie PPPT grupa znów się zbiła. Chłopaki lecieli wspólnie pod wiatr, a ja zostałem 80 metrów za nim. Po małym kryzysie (18 kilometr w 3:53) próbowałem gonić grupę. Było mocno pod wiatr, a mój ukraiński kompan nie wykazywał chęci do współpracy. Kolejne kilometry dałem w: 3:43-3:48-3:42.  Ale to się na nic zdało. Chłopaki w grupie jak zaczęli się ścigać, to poszło nawet po 3:24. Na pocieszenie udało mi się złamać po raz pierwszy od 2 lat 1:20.  

Trener Więckowski i ja wykonaliśmy dobrą pracę. Wiosną w Warszawie pobiegłem równo 2 minuty wolniej. Czuję jednak niedosyt, że nie zabrałem się do końca w tej grupie. W Gąbinie noga podawała do końca, na półmaratonie zabrakło trochę gorącej krwi. Na szczęście okazja do rewanżu już wkrótce na Biegu Soczewki z BOP.  Szykuje się ciekawa jesień 🙂

Dziękuję producentowi napoju dla sportowców Wisła Isotonic Drink za wsparcie nas w przygotowaniach już po raz czwarty. Z pewnością niebieska drużyna „nafciarzy” była widoczna na trasie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *