Szybkie przetarcie w Gdańsku

Po raz kolejny otworzyliśmy rundę jesienną startem w Biegu Św. Dominika w Gdańsku. Rok temu posypały się życiówki. Jak już wielokrotnie pisałem, w tym roku stosuję inny cykl przygotowań do sezonu, opartego na większej ilości spokojnych biegów.  To powoduje, że forma przychodzi później, ale jest stabilniejsza. Dlatego w Gdańsku w tym roku nie liczyłem na wybitne wyniki.

Ale do rzeczy. Korki spowodowały, że część naszych zawodniczek przyjechała na zawody na ostatnią chwilę. To już wprowadziło niepotrzebną nerwową atmosferę, która w przypadku niektórych osób odbiła się na negatywnie występie.

Tradycyjnie w ramach gdańskiej imprezy odbyło się kilka biegów m.in.: prolog, bieg VIPów, bieg kobiet na 5 km, bieg mężczyzn na 5 km oraz Mistrzostwa Polski mężczyzn na 10 km.

Ekipa Biegaj z Dymkiem rozpoczęła ściganie o 15:05, czyli w biegu Pań. Stawka jak zwykle mocna, ze świeżo upieczoną mistrzynią Polski na 5000 metrów Katarzyną Rutkowską na czele. Do tego medalistki mistrzostw Polski: Lisowska, Kaczyńska czy Brzezińska, czy popularne siostry Pobłockie. A w tej stawce nasza Agnieszka Budek. Tradycyjnie Agnieszka znalazła się w szerokiej czołówce, bo zajęła w OPEN 18 miejsce. Po raz trzeci z rzędu zajęła 3 miejsce w kategorii wiekowej.  Czas Agnieszki jest przyzwoity, bo wykręciła 19:23.  Życiówki nie było w planach, bo w lipcu Budkowa wykręciła aż 290 kilometrów! Na razie nogi ma ciężkie, ale forma ma zacząć się w połowie września. Do tego przyjazd na 30 minut przed startem na pewno nie posłużył naszej mistrzyni.

Przyjazd na ostatnią chwilę jeszcze gorzej odbił się na postawie mojej drugiej „Gwiazdy”, czyli Anety Turalskiej. Z treningów wynikało, że 20 minut powinno być złamane. W trakcie w biegu, kiedy kibicowaliśmy dziewczynom, spokojny i luźny bieg Anety zrobił na mnie pozytywne wrażenie. Byłem zaskoczony, że na 500 metrów przed metą Aneta biegnie z dużym zapasem sił. Czas Anety to 20:13, czyli nowa życiówka. Okazuje się jednak, że żeby robić wyniki i być w czołówce, nie wystarczy przebierać szybko nogami. Trzeba też myśleć oraz interesować się swoim startem (np.: śledzić stronę internetową zawodów, zapoznać się z regulaminem, trasą i programem imprezy itp.). Niestety przygotowanie fizyczne Anety nie poszło w parze z przygotowaniem „logistycznym”. Aneta popełniła błąd, który nie powinien się przydarzyć tak doświadczonej zawodniczce. Mianowicie zamiast 3 okrążeń, przebiegła 4 okrążenia. Zamiast finiszować przed piątym kilometrem, przebiegła metę i dalej kontynuowała. Gdyby rozłożyła odpowiednio siły, na 99% złamałaby 20 minut.  W „generalce” Aneta zajęła 27 miejsce oraz 10 w swojej kategorii wiekowej.

Z drugiej strony, jeżeli takie błędy popełnia Jared Shegumo przed Igrzyskami Olimpijskimi, to może nie powinienem się tak napinać na moje zawodniczki??

W lipcu moją ekipę zasiliła ciekawa zawodniczka. W sumie wstępne rozmowy toczyły się już od poprzedniego roku, ale w tym przeszliśmy do konkretów. Mowa o Anecie Gawrońskiej, która ma za sobą kilkuletnią przeszłość na bieżni – jej rekord na 1000 metrów to 3:08!!! Aneta zanim przystąpiła w lipcu do realizacji mojego planu miała kilka miesięcy przerwy. Dlatego postawiliśmy na spokojne wdrożenie w trening. Jak widać, moja nowa zawodniczka nie zapomniała, jak się biega. Uzyskany czas 22:56 pozwala pozytywnie myśleć o kolejnych imprezach. Na pewno Anetę czeka start w Bodzanowie, a dalej będziemy zastanawiać się nad Półmaratonem Dwóch Mostów.

Bardzo zadowolony jestem z występu mojej Izy, która podobnie jak Agnieszka Budek, bardzo rzetelnie przepracowała lipiec. Uzyskała czas 24:27, więc założenia przedstartowe w miarę spełnione. Do tego doliczyć trzeba wysokie, bo 9 miejsce w kategorii wiekowej. Teraz przed Izką dalsze przygotowania, bo celem jest poprawa życiówki na 10 km.

Drugi debiut na barwach Biegaj z Dymkiem odbył się też w biegu kobiet. Z Aleksandrą Bigorajską współpracujemy od czerwca.  Rzetelne podejście do treningów upewnia mnie w tym, że będą z niej ludzie. W Gdańsku poprawiła swój rekord życiowy na 26:59, czyli na tyle co zakładaliśmy. Przed Olą kolejne treningi i przygotowania do głównego startu, czyli Półmaratonu Dwóch Mostów.

Drugi start w tym roku zaliczyła Anka Pogodzińska, która powoli wraca do regularnego biegania, a na jesieni tradycyjnie planuje udział w Półmaratonie Dwóch Mostów.

Ze względu, że bieg kobiet odbył się przed startem mężczyzn, nasze dziewczyny mogły liczyć na nasz żywiołowy doping. Dokładnie po godzinie od startu kobiet, na trasę ruszyli przedstawiciele płci brzydszej.

W tym roku bardzo wyrównanie zapowiadała się rywalizacja „płocka”, czyli: Paweł Kokocki, Marcin Dubiel, ja i nasz przyjaciel z TKKF Marek Zych. Tradycyjnie wystartowaliśmy bardzo mocno. Widać było, że Paweł Kokocki tego dnia był mocny. Trzymał go Marcin Dubiel, a ja zaraz za nimi. Po kilometrze wyprzedził mnie Marek Zych i tą czwórką kontynuowaliśmy bieg. Było ostro, bo tempo oscylowało w granicach 3:15-3:18 na kilometr. Przed dwa okrążenia zdołałem się utrzymać za swoimi młodszymi kolegami. Później walczyłem już o to, żeby nie stracić za dużo, bo widziałem, że dzisiaj są nie do pokonania. Szczególnie ciekawie wyglądała rywalizacja Marka i Pawła, którzy do mety biegli ramię w ramię. Chwilę za nimi finiszował Marcin, a po kolejnych kilku sekundach ja.

W planie napisałem Pawłowi, że cel minimum to „złamać 17:00”. Cieszę się, że udało się zrealizować to założenie. Lipcowy trening w wykonaniu Pawła wyglądał naprawdę dobrze i widać, że jest na najlepszej drodze do odbudowy formy z poprzedniego roku. Paweł uzyskał czas 16:57, który dał mu 30 miejsce OPEN oraz 6 w kategorii.

Dokładnie taki sam wynik jak rok temu uzyskał Marcin Dubiel.  A to oznacza, że Marcin jest w lepszej formie, niż w 2016 roku (dalej napiszę czemu). Czas 17:07 to przyzwoity poziom, który Marcin prezentuje od 1,5 roku. W perspektywie przygotowań do maratonu w Berlinie Bieg Św. Dominka to był tylko krótki przerywnik, bo już w  niedzielę na treningu Marcin pokonał 24 kilometry.

Ja finiszowałem z czasem 17:16. Słabiej niż rok temu o 14 sekund. Generalnie wynik nie jest najgorszy, ale … ja w tych zawodach nie powinienem startować. Jeszcze w ostatnim tygodniu lipca cieszyłem się doskonałą formą. Pożerałem kolejne jednostki treningowe bez kłopotu. Byłem pewny, że pobiegnę poniżej 17 minut. Jednak wracając z wtorkowego treningu zaczęły mnie bardzo mocno boleć ścięgna Achillesa. Z bólem serca odpuściłem środowy akcent. Trochę pomogło, ale po czwartkowym treningu na nogach znów pojawił się obrzęk. Piątkowe wolne znów dało nogom trochę się zregenerować. W sobotę rano czułem nieprzyjemne napięcie  Achillesach, promieniujące aż do łydek. Podjąłem jednak świadomą decyzję, że pomogę swojej ekipie w walce o podium w klasyfikacji drużynowej. Już pod koniec biegu czułem ból w prawej nodze, który nasilił się po zawodach. Teraz czeka mnie kilka dni przymusowej pauzy. Mam nadzieję, że uda się szybko wylizać, bo już 16 sierpnia w planach mamy wyjazd do Szklarskiej Poręby. Dni uciekają, a ja jeszcze nie zacząłem typowo maratońskiego przygotowania.

Skład drużyny uzupełnił zawodnik z wypożyczenia. Bartek Ziemiński na co dzień biega z ekipą „Trenuj z Dymkiem” pod kierownictwem trenera Stanisława Dymka. Pomimo problemów z kontuzjami Bartek stanął na wysokości zadania i pobiegł przyzwoite 19:07.

Grupę zamknął dobry duch naszej ekipy, czyli Robert Ławnicki. Pomimo, że nie trenuje z powodu kontuzji, to swoją obecnością skutecznie rozładowywał stres przedstartowy.  Swój cel sportowy Robert wykonał z ponad 2 minutową przewagą.

Ogólnie jestem zadowolony ze startu ekipy. Skutkuje profesjonalne podejście startu takich zawodników jak: Marcin, Paweł czy Iza. Widać, że nowe dziewczyny też nastawiają się na dobre bieganie w najbliższym czasie. Minimalnie gorsze czasy są efektem innego systemu przygotowań niż rok temu, ale także tym, że trasa (pomimo, że ta sama) była trudniejsza. Mam na myśli sznur aut poustawianych na trasie biegu, które trzeba było omijać szerokim łukiem. Do tego na jednym z zakrętów organizatorzy ustawili betonową zaporę, której ominięcie skutecznie wybijało z rytmu. Ale jak widać, nawet betonowe kłody pod nogi nie przeszkadzają nam w szybkim bieganiu.

Gratulacje dla innych płockich zawodników za dobre wyniki: Marek Zych 16:58, Michał Bąkiewicz 20:43 oraz Joanna Pęsik 21:21.  

Po biegach na 5 kilometrów odbyły się Mistrzostwa Polski mężczyzn na 10 kilometrów. Tradycyjnie na „naszych schodkach” przygotowaliśmy strefę kibicowania. Fajnie jest popatrzeć z bliska, jak ścigają się najlepsi zawodnicy w Polsce. Niesiony naszym głośnym dopingiem Mariusz Giżyński zajął w klasyfikacji Mistrzostw Polski 7 miejsce (11 OPEN) w czasem 30:56.

Po podsumowaniu startów indywidualnych czekaliśmy na wyniki drużynówki. Widziałem, że będzie ciężko powtórzyć 1. miejsce w poprzedniego roku, bo zgłoszonych ekip było o wiele więcej.  Rywalizacja drużyn była niezmiernie wyrównana. Zajęliśmy generalnie 4 miejsce, a w kategorii amatorów drugie. Do zwycięzców Hummel Team Polska zabrakło prawie 3 minuty. Za to trzecia drużyna, czyli TKKF Kolejarz Bydgoszcz była za nami zaledwie 15 sekund! Cieszę się, że możemy dopisać sobie następny drużynowy sukces, a moim PRO wpadło do kieszeni trochę drobniaków.

Trwa dobra passa mojej nowej zawodniczki ze Szczecinka. Kamila Werner w biegu na 15 km w swojej miejscowości zajęła wysokie 3 miejsce OPEN oraz 2 w kategorii lokalnej. Jeszcze bardziej cieszy dobry rezultat, czyli 1:05! Czekamy na kolejne świetne występy.


W sierpniu sezon startowy rusza na dobre.

Pojawimy się na biegach w: Bodzanowie, Płocku oraz w Ciechocinku. Będzie się działo!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *