Rozbili bank!

Czasami jest tak, że umiejętnościom musi pomóc szczęście. Tak było podczas sobotniego „X Gminnego Biegu Przełajowego” w ramach akcji Polska Biega na dystansie 10 km.

Od 3 tygodni plany były takie, żeby wystartować w ”Biegu Papiernika” w Kwidzyniu. Miały się tam posypać rekordowe wyniki. Jednak Bieg Europejski kosztował ekipę dużo sił – zarówno zawodników jak i mnie organizacyjnie – podjąłem decyzję, że jedziemy na „cichy bieg” do Bielska. Dla mnie była to wyprawa sentymentalna, bo w Bielsku zostałem ochrzczony, a w Gminie Bielsk mieszkałem do szóstego roku życia. Można powiedzieć, że startowałem na „swoich terenach”.  W Bielsku pojawili się najwytrwalsi z ekipy: Agnieszka, Aneta, Arek i Konrad. Skład „Biegaj z Dymkiem” uzupełnili mój syn Filip i tata Stanisław, który pod Bielskiem mieszkał 34 przez lata.

Dużym pozytywnym zaskoczeniem zakończył się dla mnie bieg przedszkolaków, w którym Filip zajął drugie miejsce w stawce około 40 dzieciaków.  Widać instrukcje Dziadka dały efekty, bo Filip nie zaspał na starcie, a naciskany na ostatniej przez rywali odparł ich atak.

Zresztą, co będę pisał: obejrzyjcie poniżej, jaka ciąży w rodzinie presja na Filipie.

Podniesiony tym sukcesem zapakowałem się do autobusu wiozącego biegaczy na start. Niewielka grupa, ale wśród głównych rywali : Artur Kamiński i Paweł Wojtczak. Wiedziałem, że Artur jest poza zasięgiem. Natomiast Paweł teoretycznie też był mocniejszy – dużo startuje i szybko biega na treningach. Ja natomiast nie startowałem od OWM, trenuję na prędkościach do półmaratonu, ale … postanowiłem podjąć rękawicę. Nietypowo założyłem pasek HR, żeby zmierzyć poziom zmęczenia.

Po wyjściu z autobusu Szybko przybiliśmy „piątki” ze znajomymi biegaczami i stanęliśmy na starcie. Zgodnie z moimi przewidywaniami ruszyliśmy bardzo mocno. Pierwszy kilometr 3:16, drugi 3:22. Po drugim kilometrze widziałem, że to dla mnie za mocno. Oddech miałem ciężki, tętno wysokie. Zacząłem puszczać. I mimo tego, że po drugim kilometrze także Paweł zaczął puszczać Kamyka, nie znalazłem motywacji i sił, żeby go gonić. Do 4 kilometra próbowałem utrzymać niewielki dystans, ale na półmetku pogodziłem się z trzecim miejsce. Paweł zbudował bezpieczną przewagę, za mną nikogo nie było. Druga część dystansu to była walka ze sobą i upałem, żeby utrzymać przyzwoite tempo.  Tętno ustabilizowało się idealnie na 172, a prędkości oscylowały pomiędzy 3:40 a 3:50/km. Bez rewelacji, ale to był bieg z typu „na dotrwanie”. Na mecie byłem zadowolony z trzeciego miejsca open.

Szybko odetchnąłem i potruchtałem z Arturem na trasę. Naszym oczom pojawiła się kilkuosobowa grupa walcząca o miejsca 4-8. Stawkę prowadził gość w koszulce „Biegaj z Dymkiem – Wisła Energy Team”, czyli Konrad Kowal. Rywale byli blisko, więc dopingowałem go, żeby dał z siebie wszystko, bo jest na czwartym miejscu i musi je utrzymać. Jak się okazało na mecie, Konrad skutecznie obronił wysokie miejsce. W grupie zawodników była też Agnieszka Budek. Jej natomiast udzieliłem odwrotnych wskazówek. „Agnieszka, spokojnie, nie ścigaj się z chłopakami”! – brzmiał komunikat. Zależało mi na tym, żeby Agnieszka zwyciężyła jak najmniejszym nakładem sił, bo wkrótce czekają ją 3 mocne starty w ciągu tygodnia.

Drugie miejsce zgodnie z planem zajęła Aneta Turalska, która start odpuściła, ale takie były zalecenia treningowe. Aneta szykuje się do triathlonu i jej mocny bieg na 10 km nie był potrzebny.

Dopiero drugi start w tym sezonie zaliczył Arek Kozimiński. Cieszę się, że mógł się w końcu przetestować, bo jest naprawdę w dobrej formie, ale nie ma okazji sprawdzić tego na zawodach.  Zajął 12 miejsce (o ile dobrze policzyłem) i był dość blisko kilku mocnych rywali przed sobą.

Ciche biegi rządzą się swoimi prawami. My mieliśmy to szczęście, że trafiliśmy na zawody, które były zorganizowanie dla biegaczy. Organizatorzy przygotowali wysokie nagrody finansowe dla zawodników z miejsc 1-6. Zresztą dziękuję znajomym nauczycielom WF z Bielska, Marcinowi i Damianowi, za zaproszenie na zawody. Rok temu się nie udało, ale w tym przyjechaliśmy optymalnie mocnym składem.

Aneta i Agnieszka ponownie zajęły 2/3 podium. Mi udało się wdrapać na najniższy stopień „pudła”. Najbardziej mnie cieszy czwarte miejsce Konrada Kowala, który robi stałe postępy, ale przede wszystkim chce trenować i lubi się ścigać. Idealnie wkomponował się w ekipę. Poza tym dla każdego z nas nagrody finansowe to taka mała gratyfikacja za inwestowanie w siebie.

Przed nami napięty harmonogram: Pruszków, Brześć Kujawski, Płock (Bieg Solidarności i Orlen Olimpiada), Murowana Goślina oraz Warszawa. To nasze starty, a potem jeszcze Aneta pościga się w triathlonach.

Tak więc, szykuje się dużo wpisów na stronie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *