Półmaraton Dwóch Mostów, czyli Dymek wraca do gry!

Relacja z „Dwóch Mostów” zawsze pojawiała się na blogu wieczorem w dniu biegu. Ostatnie tygodnie to dla mnie okres dużych zmian i szykowania nowych projektów. Odbiło się to także na Ekipie, gdzie mentalnie nie mogłem się poświęcić swoim ludziom, czyli jak zawsze na 110%. Jednak powoli wychodzę na prostą i w październiku wracam z nową mocą!

W tym roku pogoda dopisała, była wręcz idealna. Wymuszona zmiana trasy była korzystna dla biegaczy. Prawie każdy z moich zawodników wykonał optymalnie swój plan treningowy. Tak więc, nie było wymówek.

Jak zawsze błyszczały moje gwiazdy. W tym roku wsparła nas nowa koleżanka w ekipie, Mariola Sudzińska, którą częściej będziecie widzieć w naszych barwach. To właśnie Mariola, Aga i Aneta były najlepszymi Polkami w półmaratonie.  Mariola Sudzińska zajęła 4 miejsce OPEN z czasem 1:28:00.

Agnieszka Budek po raz kolejny pokazała klasę i potwierdziła, że w regionie płockim jest niekwestionowaną liderką.  Była do zawodów dobrze przygotowania, więc wiedziałem, że stać ją na dobry wynik. Dwa mocne biegi na 5 km i dwa równe starty na 10 km były świetnym elementem przygotowań. Nad wytrzymałością Aga pracowała w Szklarskiej Porębie. Wynik 1:28:23 i 5 miejsce OPEN nie były dla mnie zaskoczeniem. Mogę rzecz, że „Budkowa” zrobiła swoje.

Kilka osób pytało mnie w lato co się dzieje z formą Anety Turalskiej. Cierpliwie odpowiadałem, że „Aneta nie trenuje, Aneta katuje”. Jak zobaczyłem plan, jaki napisałem Anecie między Szklarską Porębą, a zawodami w Gąbinie to sam złapałem się za głowę. „Albo wytrzyma reżim i na mostach będzie ekstra, albo totalna klapa” – pomyślałem. Ostatnie kilka dni przed startem dałem Anecie na luz i zaskoczyło! 1:29:36 to jest super wynik. Aneta potwierdziła, że jest skuteczna na tej trasie. Jak zwykle Turalka była w czołowej dziesiątce (w tym roku szósta).  Myślę, że ten wynik da Anecie pozytywnego kopa na całą jesień i jeszcze nie raz będziemy ją widzieć na podium.

Niewiele do wymarzonej granicy zabrakło Ewie Rek. Jednak nie granice są najważniejsze, ale to, że Ewka przez rok poprawiła się o 8 minut. Wynik 2:00:23 to nowa życiówka (9 miejsce w kategorii wiekowej) i w przyszłym roku będziemy celować na „1 z przodu”.

Życiówkę na trasie poprawiła Ola Bigorajska. Ola też celowała poniżej 2 godzin, ale tym razem się nie udało.  Z czasu 2:05:07 jestem bardzo zadowolony. 12 miejsce w kategorii M-20 pozwoli Oli pozostać w czołówce swojej kategorii w Grand Prix Płocka.

Wspomnę o sukcesie mojej cioci Marii Dobies, która wsparła naszą ekipę w drużynówce.  Ciocia Mania nabiegała 2:05:23 i stanęła na 2 stopniu podium osób niepełnosprawnych.

Teraz przechodzimy do brzydszej części Wisła Energy Team – Biegaj z Dymkiem.

W lato pozbierałem się z kontuzjami i wróciłem do ścigania. Postanowiłem zrezygnować ze spikerowania półmaratonu i wystartować. Cieszę się, że jak przystało na kapitana drużyny, pierwszy przeciąłem linię mety. Ale o sobie tradycyjnie na końcu. Przez cały wyścig czułem na plecach oddech swoich chłopaków. Byli blisko. Z wynikiem 1:23:41 finiszował Krzysiek Chętka, który na finiszowych metrach wyprzedził kolegę z ekipy Pawła Wojtczaka i … zabrał mu miejsce na podium w M-30. Krzysiek pobiegł dobrze taktycznie. Nie rwał jak zawsze do przodu, ale stopował się do 15 km. Dopiero w decydującym etapie półmaratonu zaatakował. Cieszy mnie bieg Krzyśka, ponieważ potencjał fizyczny posiada ogromny. Póki co to młody i niepokorny zawodnik. Ale szybko się uczy i widać efekty treningu (tego fizycznego i mentalnego). Na razie jest 3:0 dla mnie w bezpośredniej konfrontacji. Ale czas gra na korzyć Krzyśka i pewnie pójdzie w ślady Dubiela i wkrótce pokaże mi plecy.

Na więcej liczyliśmy z Pawłem Wojtczakiem. Dużo razem trenowaliśmy, w szczególności biegi ciągłe. Czas 1:24:13 to nie jest czas na ambicje moje i Pawła. Ale nie załamujemy rąk. Paweł nadal będzie ze mną trenował i mamy jeszcze wiele startów, żeby potwierdzić jego wysoką formę. Na dwóch mostach coś nie zagrało, a rywale okazali się bezlitośni 😉 Zresztą przebiec na tej trasie 21,1 km po 3:59/km to nie jest wcale tak ławo.

Po raz kolejny zaskoczył mnie Konrad Kowal. Chłopak ma papiery na takie bieganie, że rekordy ekipy należałyby do niego. Niestety Kowal to mocno zapracowany facet i młody tata w dodatku. Nie może zrealizować treningu, jaki bym chciał mu zaaplikować. W tym roku, praktycznie bez bazy wytrzymałościowej, z jednym startem kontrolnym. Mosty poleciał  w 1:33:32. Obstawiałem, że 1:35 to szczyt jego możliwości. Po biegu na piwku Kondzio nie krył satysfakcji, że kolejny raz mnie zaskoczył.

Robert Ławnicki biegł w tej edycji w sprzymierzonej ekipie „Więckowski Team”. Na luzie poleciał 1:34:57 wykonując przy tym ważny trening w przygotowaniach do startu dziesięciolecia w Sierpcu na 10 km.

Lubię pisać akapit o zawodniku, kiedy zakładamy złamanie 1:40, a delikwent pobiegnie …  1:39:44.  Tak w tym roku zrobił Jarek Matacz. Wiosną nie do końca zadowolony był z Półmaratonu Warszawskiego. W lato dużo pracowaliśmy nad wytrzymałością i generalnie trafiliśmy z doborem treningu. Cieszę się, że pod moją opieką Jarek czyni równomierne postępy.

Tomek Górecki w tym roku już się nastartował, ale Półmaratonu Dwóch Mostów nie miał zamiaru opuścić. Czas 1:43:31 nie jest pełnią możliwości mojego najlepszego triathlonisty, ale celem było przede wszystkim zaliczenie zawodów. Start na duży plus.

W planie Bartka Domańskiego wpisałem w komórce 16.09- cel:1:54. Na wspólnym treningu Bartek nie krył oburzenia, że trener go nie ceni. Jedne co Bartek mógł zrobić to wyprowadzić mnie z błędu. 1:49:09 to jest przyzwoity wynik, ale tak jak w przypadku Kowala… Chłopaki w kwiecie wieku, z dużymi możliwościami szybkościowymi, obydwaj mogą biegać dużo szybciej.

Tak jak Bartek potwierdził swoje duże możliwości, tak Marek Adamczyk totalnie mnie zaskoczył.  Marek w lato biegał na planie typu „Girl starter”. Jakoś nie mogłem sobie wyobrazić jego udziału na dystansie półmaratonu. I mnie zaskoczył totalnie – 1:56:39 to głowy nie urywa, ale chłopak trenuje od maja!!! Jak przepracuje solidnie zimę, to spokojnie do urwania kilkanaście minut.

Dobrze przepracował lato Marcin Kwiatkowski. Biegał po cichu u siebie w lesie i realizował zaplanowane jednostki. Nie mogło wyjść inaczej niż bieg zgodnie z założeniami. Debiut po 40-stce i bardzo dobry wynik 1:57:44. Trenować takich zawodników to przyjemność – 0 marudzenia, 100% zaangażowania.

Co mogę napisać o swoim biegu??? Sumiennie potrenowałem w lato. Na początek sam, a ostatnie 4 tygodnie na planie Wojtka Więckowskiego. Dzięki dobrze przygotowanemu BPS moja forma z każdym treningiem szła w górę. 17:09 na 5 km pozwoliło mi uwierzyć w swoje możliwości.  Nie celowałem w żaden czas. Moim celem było zajęcie 3. Miejsca w klasyfikacji płocczan. Analiza była prosta: Artur Kamiński i Przemek Giżyński byli absolutnie poza zasięgiem (co potwierdzili na zawodach). Wiedziałem, że bój o ostatnie miejsce na podium stoczę z Krzyśkiem Kujawą i Michałem Rucińskim.  Od początku lecieliśmy we trzech. Po 5 kilometrach Michał postarał się, żebyśmy biegli tylko we trzech 😉 To właśnie on nadawał tempo, ja trzymałem się obok, a Krzysiek Kujawa czaił się z tyłu. Totalnie nie widziałem, na jaki czas biegniemy, bo pierwszy raz na zegarek spojrzałem na 14 km, a drugi i ostatni na 14 km. Na Nowym Moście Krzysiek dał sygnał, że zabawa się skończyła. Jednak nasz poziom był bardzo wyrównany. Nikt nie puszczał. To nie było już ściganie, tylko wojna na wyniszczenie. Michał znów podkręcił tempo na Grabówce. Ja czułem się doskonale, czekałem na  właściwy moment na atak. Jednak zaskoczył mnie Krzysiek, który mocno przyśpieszył na płytach na Norbertańskiej. Jego tempo było tak mocne, że szybko nadrobił nade mną i Michałem kilkadziesiąt metrów.  Podbieg kosztował mnie wiele sił, ale nadal trzymałem Michała Rucińskiego. Od ZOO leciałem maxa. Dałem radę do placu Narutowicza. Michał mi zaczął odjeżdżać. Nie wiedziałem wtedy, że biegnę na 9 miejscu OPEN i na ostatniej prostej dałem się wyprzedzić… dwóm rywalom. Nawet nie widziałem, że ten błąd kosztował mnie miejsce poza wymarzoną „10”. Na pocieszenie został mi rekord trasy 1:21:39 i pierwsze miejsce w kategorii M-30.

Niezwykle wielką radość mi i moim zawodnikom sprawiła wygrana w klasyfikacji drużynowej.  Dwukrotnie zajęliśmy drugie miejsce. Jak to mówią, „do trzech razy sztuka”. Fajnym akcentem było to, że miejsca na szeroki podium należały praktycznie do płockich zespołów. Można powiedzieć, że na scenie w jednym momencie spotkała się elita płockich biegów ulicznych. Gratuluję wszystkim zespołom i ścigamy się dalej!

Dziękuję naszemu sponsorowi, dystrybutorowi napoju Wisła Isotonic Drink w przygotowaniach do  Półmaratonów Dwóch Mostów.  Jak zawsze współpraca w Wami to pełna profeska!

Dziękuję wszystkim kibicom na trasie za doping. To niesamowite uczucie słyszeć na trasie kilkadziesiąt razy okrzyki „Seba, Dymek, Kołczu, Biegaj z Dymkiem „ itp. Dla tych emocji warto zrezygnować z gaży spikera i wziąć udział w tym biegu.

W przyszły weekend spikeruję w Soczewce oraz w Sierpcu, ale w październiku zaczynam przygotowania do Biegu Niepodległości w Płocku. Ci, którzy są w temacie wiedzą, że wkrótce będzie ciężej z treningiem, ale nie składam broni. Ciężko pracowałem, żeby wrócić do formy. Chcę być jeszcze lepszy!

foto: Portal Płock, Gazeta Wyborcza Płock, Paweł Krupa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *