Pokolenie 3.0

Drużyna Biegaj z Dymkiem wraca do czołówki!

Prawie pół roku nie pisałem na blogu. Od tego czasu bardzo dużo się działo. I w moim życiu, jak i (niestety) na świecie.

Jesienią, po ujawnieniu się problemów z sercem, postanowiłem zakończyć swoją przygodę ze ściganiem. To była decyzja przemyślana i ostateczna. Na 14 marca w Łodzi mam wyznaczony zabieg ablacji serca, który ma zakończyć moje problemy zdrowotne, ale mimo to nie zamierzam wracać na biegowe trasy. Jesienią borykałem się z myślą, co dalej z „Biegaj z Dymkiem”? Pytałem siebie, czy projekt ma najlepszy okres za sobą i wchodzi w fazę upadku? Po ciężkiej jesieni postanowiłem, że stawiam wszystko na jedną kartę: daję drużynie 200% siebie i wracamy na szczyt.  Przekonałem swoich zawodników do wspólnego celu na wiosnę, jakim jest Półmaraton Warszawski 27 marca. Ekipa zatrybiła. Na przełomie stycznia i lutego złapałem COVID-19 i nie mogłem zorganizować wspólnych treningów. Jednak tydzień temu na stadionie zobaczyłem na żywo, że każdy robił swoje. To, że nie realizowałem swojego treningu, pozwoliło mi lepiej kierować wydarzeniami na stadionie.

W drużynie pojawiły się nowe osoby. W lato Oktawia Markowska, a jesienią Radek Marszałek i Seba Grzymała, którzy są po prostu treningowymi wymiataczami. Zimą dołączył bardzo mocny zawodnik Jarek Kordulasiński i team nabrał ciekawego kształtu. Jak się okazuje, to nie koniec poważnych wzmocnień. Z tych wszystkich powodów z wielkim zainteresowaniem pojechałem do Radotek na Bieg Tropem Wilczym, gdzie moje charty miały zmierzyć się z przełajowym dystansem 5 kilometrów, a przede wszystkim z rywalami!

Marek na podium

Zaskakująco dla mnie zwyciężył mój przyjaciel i rywal z tras Marek Zych z TKKF Płock. Zaskakująco, bo nie było go widać kilka ostatnich lat, a w Radotkach po prostu zdeklasował rywali. Mam nadzieję, że to nie będzie jednorazowy wystrzał i ten sezon będzie jego! Chwilę za Markiem pojawili się kolejni zawodnicy. Drugi biegł niezagrożony, ale trzeciego ścigał nasz Marek Woliński. Niestety nie udało się dogonić rywala, ale 4. miejsce open z czasem 18:34 potwierdza jego pozycję lidera i wzoru do naśladowania w drużynie. Marek należy do grupy szykującej się na Półmaraton Warszawski i tym startem potwierdził, że nasza współpraca idzie w dobrym kierunku. Kiedy na ostatnią prostą na siódmej pozycji wyskoczył Jarek Kordulasiński nie byłem zaskoczony, bo to koń na trenowanie. Ale że od razu za nim … Patryk Obrębski??? To potwierdziło moją opinię o tym chłopaku, że to zdecydowanie największy talent w ekipie. Jak jeszcze dołożymy do tego solidne, regularne bieganie to Marek może czuć się zagrożony 😉 Patrząc z perspektywy czasu, to każde pokolenie ma swój niewykorzystany talent: BzD 1.0 miało Bucholca, BzD 2.0 miało Domańskiego. Czy Patryk zasili tą listę, czy Hall of Fame? Zobaczymy w tym roku…

Jeden do odstrzału (dyskretnie wskazuję mikrofonem 😉

Swoją stabilną, wzrostową formę potwierdził Rafał Wójcik, który zajął 11 miejsce z czasem 20:04. To dobre info przed półmaratonem, gdzie Rafał zamierza znacząco poprawić swoją życiówkę.

Pechowe 13. miejsce zajął Radek Marszałek. Pechowe dlatego, bo po ostatnich treningach oczekiwaliśmy więcej. Na mecie obydwaj (bez słów) byliśmy zawiedzeni. Jednak pewnych spraw nie da się przeskoczyć, ani przyśpieszyć. Rafał, Marek czy choćby Patryk trenują ze mną dłuższy czas. Pewne schematy przerobiliśmy już dziesiątki razy. Radek, mimo że jest tytanem pracy, musi poczekać na swoją kolejkę. Brakuje mu jeszcze zapasu prędkości, ale tylko dzięki takim startom może go złapać.

Szczęśliwe 17. miejsce zajął natomiast Sebastian Grzymała, który trenuje pod linijkę i widać efekty. Za swoimi plecami zostawił kilku mocnych zawodników. W przypadku Seby to musze się skupić na tym, żeby dowieźć tą super formę do połówki.

Na 49 miejscu z czasem 25:02 finiszował Paweł Kehl, który na mecie wyglądał świeżo jak po biegu ciągłym. Znam powody tego ochrzaniania się, ale za 3 tygodnie na takie numery nie będę patrzył łaskawym okiem 😉

Widać zmęczenie?

Ciekawostką jest, że tydzień temu po raz pierwszy na nasz trening przyszła Ania Marszałek, żona Radka. Na tempówkach pokazała się z bardzo dobrej strony i postanowiliśmy podjąć współpracę. W sumie na tydzień poprzedzający start nie rozpisałem Ani planu, bo miałem jeszcze za małą wiedzę na temat jej potencjału. I bieg w Radotkach dał mi konkretną odpowiedź. Ania wygrała, więc teraz wiem, że mam do czynienia z mega wielkim potencjałem😊 Może w przyszłości Ania nawiąże do tradycji „Gazeli Dymka”???

Warto dodać, że do swojego maraton w Paryżu mocno szykuje się Jarek Bieńkowski, który już za tydzień w Poznaniu spotka się z Adamem Szymańskim, dla którego Maniacka (Rekordowa) Dziesiątka będzie jednym z głównych startów wiosny.

W linku poniżej wyniki z Radotek

Śledźcie bloga, śledźcie wyniki, śledźcie fejsa, bo wracamy z mocnym uderzeniem. Czeka nas jeszcze jeden znaczący transefer i jedziemy z koksem dalej!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *