Podsumowanie pierwszego półrocza 2021

Na zakończeniu podsumowania 2020 roku napisałem:

Co w 2021 roku?

Nadchodzący rok będzie dla mnie ekstremalnie trudny z wielu względów:

– będę rok starszy (a moje dzieci o rok większe)

– pustoszący rynek biegowy korona wirus utrudnia planowanie startów

– podjęcie studiów podyplomowych MBA

– przeprowadzka na nowe mieszkanie.

Mimo to nie składam broni – kocham bieganie i dopóki będę chciał i mógł, będę się ścigał.  Na pewno w 2021 roku zdecyduję się na „przebranżowienie” na traile. Na ulicy już dużo nie zwojuję, nie kręci mnie to już. Plan na przyszły rok to udział w biegach na dystansach 20-30 kilometrów. Do tego jeden główny start na dystansie 50-60 kilometrów. Sezon dla mnie będzie jeszcze krótszy, bo jesienią jak dostaniemy klucze do mieszkania to chcę totalnie spauzować bieganie. Są rzeczy ważne i ważniejsze. Ale do tego czasu… coś tam chcę namieszać lokalnie, a może coś więcej …

Czuję się jak Nostradamus 😊 Wszystko się sprawdza:

– ja i moje dzieci jesteśmy o rok starsi

– z planowaniem startów jest ciężko

– studia skończone

– przeprowadzka już za pasem

Kocham bieganie. Startowałem w trailach. Coś tam lokalnie namieszałem.

Jedynie co się nie sprawdzi to to, że jesienią chcę spauzować – bo nie chcę 😊 !

Treningi

Ale od początku! Sezon tradycyjnie zaczęliśmy w Święto Trzech Króli. Na treningu stawiła się prawie cała ekipa plus koledzy z zaprzyjaźnionych drużyn. Czułem, że znów jesteśmy na fali. Niestety, okazało się, że to był pierwszy i ostatni trening z taką frekwencją. Na kolejnych „wspólnych” treningach frekwencja nie przekroczyła czterech zawodników (licząc mnie). Pandemia zrobiła swoje…

Maraton Dębno

Planowałem startować wiosną na Ultra Pazurze 20 marca oraz Run to Hel 1 maja (45 km). Obydwa starty nie doszły do celu, więc zastępczo, żeby nie stracić motywacji do treningów i mieć cel dałem się namówić „Giżom” na Mistrzostwa Polski w Dębnie. Byłem podekscytowany, ponieważ nie startowałem w maratonie od 2016 roku! Postawiłem na regularność, bo na trening jakościowy nie mogłem postawić. Ci co mnie znają wiedzą doskonale, że nie lubię zimowych warunków: chłodu i ciemności. Zawsze w zimę sytuacje ratowały weekendy, których niestety kilka odpadło przez zjazdy. Ale jakoś szło: styczeń – 325,4, luty – 302,4, marzec – 298.  Im bliżej startu tym było więcej komplikacji. Przez szczepienie w połowie marca wypadły mi 4 dni treningu. Potem zamieszanie z  licencjami, minimami i stypendiami w związku z Mistrzostwami Polski w maratonie. Jadąc do Dębna cieszyłem się, że w ogóle tam wystartuję. Sam bieg był nagrodą.  Wynikowo nie zwojowałem świata. Od początku biegłem … wolno. Byłem pospinany i jakiś „defensywny”. Myślałem, że może odblokuję się w drugiej części biegu, a było wręcz odwrotnie. Ostatnie 4 kilometry to była masakra. Dotruchtałem z wynikiem nieco lepszym niż 2:59. Ale i tak nie żałuję. Biegaliśmy na wahadle 4 km i nawrót. Możliwość obserwacji czołówki Polski to super sprawa. W końcu uczestniczyłem w maratonie, gdzie padło sześć minimów olimpijskich.

Niezarażony klapą w Dębnie zapisałem się do Warszawy na maraton. Wybrałem ścieżkę charytatywną i dzięki pomocy niezawodnej ekipy szybko uzbierałem wymaganą kwotę z górką.  Ekipo – wielkie dzięki!

Ultra Pazur

Po maratonie szybko wróciłem do treningów. Długi weekend majowy „wziąłem się w parę” z Arturem Kamińskim. Te treningi dały mi w kość, ale jak się okazało, wyniosły mnie na niezły poziom. Po 3 tygodniach po Dębnie pobiegłem w Ultra Pazurze na 17 km. Znałem sobotnie wyniki rywali, więc miałem lekką przewagę. Postanowiliśmy pobiec wspólnie z Przemkiem Giżyńskim, z tym że … Przemek mierzył się z dystansem 30 km. Po wybiegnięciu na płaski teren kilometry szły między 3:50 a 4:00. Nie będę czarował, było mi ciężko. Dotrzymałem Przemkowi towarzystwa do rozstaju tras na 9 kilometrze.  Byłem wypompowany, a tam dopiero się zaczęły góry (dosłownie). Leciałem 130%, zdychałem, cierpiałem, bo celowałem w drugie miejsce. Widziałem, że Dominik Milewski jest poza zasięgiem. Gdy wybiegłem na ostatnie płaskie 1,5 kilometra marzyłem tylko o tym, żeby być na mecie. Gdy na 1,1 km do mety zobaczyłem, że Dominik idzie (wystartował 20 min przede mną) i mam szanse na wygraną wstąpiły we mnie siły piekielne. Normalnie jak za najlepszych lat!  Ostatni kilometr 3:38 i wygrana. Wiem, zawody nie były najwyższej rangi, ale .. ta wygrana mnie podbudowała.

Rykowisko

Treningi w maju szły świetnie. Nawet szczepionka mnie nie rozwaliła 😊 31 maja miałem zaplanowane wolne, ale postanowiłem dokręcić 16 km narastającego. No i … na powrocie zaczął boleć mnie staw skokowy i Achilles.  Poza czwartkowym rozruchem odpuściłem treningi. Do piątku wahałem się, czy wystartować w Rykowisku. Na szczęście podczas samego startu noga była sprawna w 100%. W maju przebiegłem 360 solidnych kilometrów i czułem się w świetnej formie.

Po starcie, po dwóch kilometrach ustawiłem się na piątej pozycji i obserwowałem z tyłu zawodników z miejsc 3 i 4. Na 14 kilometrze dołączył do mnie Krzysiek Domeradzki i podkręciliśmy tempo. Niby na płaskich 4:18/km, ale coś zaczęło brakować luzu. Przed Soczewką rywale z przodu zaczęli podkręcać tempo, więc to samo zrobiliśmy z Krzyśkiem: 20 km – 4:07, 21 km – 4:14. Przed mostkiem w Soczewce wbiegliśmy na Krzywy Kołek i dla mnie zawody się skończyły. Krzysiek odjechał mi z pola widzenia. Biegłem szósty. Wzdłuż Skrwy tempo spadło. Gdy na 28 kilometrze na wybiegu na asfalt mój Tata powiedział, że Rywale są daleko z przodu postanowiłem dobiec do mety nie szafując już zbytnio siłami.  Ostatnie 3 kilometry derptałem, ale udało się utrzymać szóste miejsce. Pobiegłem na ile byłem przygotowany – tego dnia pięciu zawodników było ode mnie lepszych.

Ekipa

Cieszy mnie, że pomimo pandemii i demotywacji część zawodników powalczyła wiosną. Na Pazurze, Biegu Wilczym Tropem czy Rykowisku z dobrej strony pokazali się: Aneta Turalska (3 wygrane OPEN!!!), Marek Woliński, Rafał Wójcik, Paweł Kehl czy Adam SzymańskiOla Bigorajska wystartowała w Biegu Kadeta, a Jarek Bieńkowski w maju ukończył UltraPazura 30 km, żeby trzy tygodnie później ukończyć Bieg Rzeźnika Sky. Kawał dobrej roboty w zimę wykonał Paweł Kokocki. Mimo, że w Dębnie nie ukończył rywalizacji jestem przekonany, że robota odda jesienią na maratonie w Warszawie.

Tyle smutków.

Już za kilka dni kolejny wpis, o którym napiszę o przyszłości Biegaj z Dymkiem … ???

Comments Closed