Początek sezonu, czyli z sufitu zrobili podłogę

Pierwsze starty indywidualne

Na dobre sezon nam się rozkręca. W lutym Aneta Turalska wygrała ciężki cross na dystansie 11 km w Wapionce.

Tydzień później na szybkiej, atestowanej trasie we Wiązownej na dystansie 5 kilometrów sezon zaczęli Robert Ławnicki oraz Ania Blachowska. Robert Ławnicki zaskoczył wszystkich, poprawiając w swoim pierwszym starcie życiówkę o ponad 30 sekund i łamiąc granicę 19 minut. Czas netto wyszedł 18:59.  Do startów wróciła Ania Blachowska. Naszym celem było złamanie 20 minut. Cel udało się zrealizować, bo Ania nabiegała 19:51, zajmując 14 miejsce OPEN oraz 4 w kategorii K-20.

Bieg Tropem Wilczym

W Biegu Tropem Wilczym, który tym razem w Radotkach, mieliśmy skromną, bo czteroosobową reprezentację. Ja nie zdecydowałem się na ten start, bo …  w tym czasie trenowałem na Mazurach  na rodzinnym wypadzie.

Najlepsza z naszych zawodników była Aneta Turalska. Zajęła w OPEN 2 miejsce, potwierdzając swoją wysoką formę (czas 21:26).  Pozytywnie zaskoczył mnie wynik Jarka Matacza, który finiszował na 54 miejscu w czasem 22:24. Dobrze przepracowana zima oddała swoje plony. Dobry bieg zanotował Jarek Bieńkowski, który finiszował na 92 miejscu z czasem 24:29109 miejsce z czasem 24:56 zajął Marek Adamczyk. Dla naszych chłopaków start w Radotkach to było przetarcie przed „Rekordową Dziesiątką”
w Poznaniu.

Drużynowo nasi zawodnicy wywalczyli 7 miejsce.

Rekordowa Dziesiątka na rekordowo

Czas na prawdziwe ściganie przyszedł w niedzielę 10 marca.  Mocny skład „Biegaj z Dymkiem” pojechał nad Maltę nie trenować, ale z „wysokiego Ce” rozpocząć sezon.

Po prawie dwuletniej przerwie w startach do szybkiego biegania wrócił Marcin Dubiel. Popularny „Braciak” postanowił wrócić w wielkim stylu. Przed biegiem był skoncentrowany i zdeterminowany. Tradycyjnie ruszyliśmy w ramię w ramię. Marcin biegł aktywnie i miał ciąg na metę. Międzyczas 17:42 na półmetku wróżył dobry wynik na mecie. Po 6 kilometrze nasze drogi się rozeszły, ale Marcin wytrzymał tempo i presję. Czas 35:41 pokazuje, że przez 2 lata Marcin nic nie stracił ze swoich walorów.

Mocno sezon zaczęła też Agnieszka Budek, którą szykujemy pod półmaraton. Ten start był tylko testem przed Warszawą. Test zadany na piątkę. Z 38:31 Agnieszka może nabiegać naprawdę dobrą „połówkę”. Agnieszka zajęła w OPEN kobiet 11 miejsce, a w kategorii wiekowej była czwarta.

Za ciosem poszedł Robert Ławnicki, który po załamaniu 19 minut na 5 km nie miał wyboru i „musiał” złamać 40 minut na „dychę”. Ława pobiegł jak profesor, zaczynając w 4:03 pierwszy kilometr oraz 19:54 półmetek. W drugiej połowie dystansu była rezerwa i „zmiana kodu, trójka z przodu” stała się faktem. 39:43 to efekt wielu lat treningów.

Ramię w ramię w Poznaniu biegli Jarek Matacz i Bartek Domański. Chłopaki solidarnie przebiegli półmetek w 21:27, ale później do głosu doszła młodość. Bartek jest o 10 lat młodszy od Jarka. W drugiej części biegu utrzymał tempo i finiszował z nową życiówką 43:12.  Jarek Matacz uzyskał przyzwoity wynik 44:16, jeden z lepszych w karierze.

Z rekordami życiowymi z Poznania wrócili też Jarek Bieńkowski i Marek Adamczyk. Dla Jarka był to drugi start w barwach BzD okraszony od razu złamaniem 47 minut (dokładnie 46:59). Jak cień za Jarkiem biegł Marek Adamczyk, który poprawił życiówkę na 47:19.

W poprzednim roku Ewa Rek cały sezon walczyła fizycznie i psychicznie, żeby złamać 50 minut. Udało się w ostatnim starcie 11 listopada.  W tym roku udało się… już za pierwszym podejściem. Czas 49:48 to rewelacyjne otwarcie roku 2019.

Cieszy mnie postęp moich zawodników. Rzetelnie przetrenowana zima przynosi efekty. Czasy, które nabiegali w swoim pierwszym starcie 2019, są lepsze niż rekordowe wyniki z poprzedniego roku. To co rok temu było sufitem ich możliwości, teraz jest podłogą, bo startują z wyższego poziomu.

Trener zła rada

Przed Poznaniem popełniłem dwa błędy w trenerskim fachu, które odbiły się na moich zawodnikach. Trenujący pod moim okiem do OWM Maciek Grabowski wykonuje na treningach fantastyczną robotę.  W marcowej rozpisce dostał „zlecenie”, złamać w Poznaniu 40 minut. „Graboś” ambitnie podszedł do sprawy. Do półmetka udało się zrealizować założenia, ale później po prostu zabrakło pary. Chyba byłem zbyt wymagający dla swojego nowego zawodnika, bo jeszcze w niedzielę na treningu zrobił 32 kilometry z narastającym tempem 🙂 Poprzeczkę na Poznań zawiesiłem zbyt wysoko i tym razem była zrzutka, czyli  41:56. Ale walczymy dalej, poprawka w Warszawie na półmaratonie, a „dzień X” 14 kwietnia na OWM.

Podobnie przemotywowałem moją Olę Bigorajską, która zmagała się z przeziębieniem przed zawodami. Z tego powodu odpuściła kilka treningów. Jednak stwierdziłem, że „da radę”.  Ola ambitnie wystartowała w Poznaniu i walczyła. Podobnie jak Maćkowi mocy wystarczyło do 6 km.  Zakończyło się na skromnym 58:34.

W obydwu przypadkach podstawy treningowe są mocne. Teraz muszę trafić z tempem i zdrowiem moich zawodników. Wypadki w pracy się zdarzają, a 31 marca wszystko wróci na dobre tory.

Warto dodać, że w gronie 120 drużyn zajęliśmy wysokie 11 miejsce!

https://wyniki.plus-timing.pl/druzynowe/recordowa-2019

Ania jedzie na Akademickie Mistrzostwa Polski

Podczas Akademickich Mistrzostw Warszawy i Mazowsza w przełajach nasza zawodniczka, Ania Blachowska, reprezentująca Uniwersytet Warszawski, zajęła 4 miejsce wśród kobiet na dystansie 2,5 km. Tym samym wywalczyła awans na Akademickie Mistrzostwa Polski, które odbędą się 13 kwietnia w Supraślu.

Non omnis moriar

Na koniec o sobie samym. Trenowałem przyczajony. Nie jest tajemnicą, że jesienią powiększyła mi się rodzina. Szczęścia w domu więcej, ale i obowiązków też. A czasu i snu mniej.  Tej samej jesieni zmieniłem też pracę. Aktualnie kończę potężny projekt, więc głowa nie myśli o bieganiu.

W styczniu nabiegałem skromne 260 kilometrów, a w lutym … 260 kilometrów. Skromnie, ale gorsze od niedotrenowania jest permanentne przemęczenie. Ale ja lubię się ścigać i z takim założeniem pojechałem do Poznania. Miało być spokojnie na początku, ale ruszyliśmy z Dubielem po 3:30/km od początku i nie postawało mi nic innego jak „trzymać”. Na 5 kilometrze doszliśmy Michała Ruciskiego, naszego kolegę i rywala. Przed nami biegł Marek Zych, a na plechach siedział Krzysiek Bałatka z Kutna. Biegło mi się ciężko, cierpiałem, ale na 6 kilometrze uwierzyłem w siebie. Podkręciłem tempo. Zegarek pokazał 3:23 i wiedziałem, że MUSZĘ wytrzymać. Gdy zbiegliśmy nad Maltę i zostało 2,5 kilometra do mety byłem naprawdę blisko Marka Zycha. Zbliżałem się coraz bardziej. Trzymałem tempo w granicach 3:30/km, ale i tętno wskazywało 180. Dla mnie absolutny max. Na 9 kilometrze zaczęło mi się robić biało przed oczami (a może to było czarno). Ale myśl, że 40 metrów przede mną jest Zych, a za plecami czają się: Dubiel, Ruciński, Bałatka i Kujawa sprawiała, że cisnąłem. Do finiszu zebrałem się na 200 metrów przed metą. Byłem tak wyczerpany, że nie miałem siły się cieszyć z super wyniku 35:26. Nie zdążyłem złapać oddechu, a na metę jeden za drugim wbiegli Krzysiek, Michał i Marcin. Wszyscy z super rezultatami.

Przede mną kolejny start w Warszawie na półmaratonie, ale ze względu, że wypadnie mi jeden tydzień treningów potraktuję ten start zachowawczo, bardziej jako element przygotowań do Oshee 10 km, gdzie trzeba będzie się zbliżyć do granicy 35:00.

Kołczu i jego Team się rozkręcają na dobre. Trzymajcie Kciuki!

2 przemyślenia nt. „Początek sezonu, czyli z sufitu zrobili podłogę

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *