Nietypowe sytuacje z zawodów – moje subiektywnie „TOP 10”, cz. 2

Cegłówka i konie na trasie, czyli nietypowe sytuacje podczas zawodów cz. 2

  1. Wygrałem z Dymkiem

Październik 2017 roku – Radotki, Adrenaline Rush

Ten start uważam za największą pomyłkę swojej kariery. Wychodziłem z kontuzji Achillesów i zamiast spokojnie biegać, dałem się podpuścić na bieg z przeszkodami. Zakończyło się chyba 14 albo 16 miejscem w OPEN i … skręceniem stawu skokowego z pęknięciem torebki stawowej. Pomimo skręcenia nogi na jednej z przeszkód, do mety goniłem młodego, rosłego zawodnika. Nie udało się go ograć. Za metą pokuśtykałem do samochodu. Spotkałem po drodze młodziana i pogratulowałem dobrego biegu. On odpowiada mi:

– Jestem zadowolony, bo zgrzałem gościa, co biega 33 minuty na 10 km!

Pomyślałem, że fajnie. Ja też tego gościa zgrzałem, bo byłem jedno miejsce w serii za moim rozmówcą. I pytam dalej:

– A co to za zawodnik?

Dymek – słyszę odpowiedź.

– Ale Dymek biegał 31 minut, a teraz biega 34 minuty na 10 km – wyjaśniam.

– A skąd wiesz – pyta zaskoczony rozmówca.

– Bo ja jestem Dymek 🙂

Kurtyna w dół.

Adrenaline Rush - Radotki

Adrenaline Rush – Radotki

  1. Czy konie mnie słyszą?
Start 293 11/11/2014 Bieg Niepodległości Turek 10 km 35:37 10. 1 w kat wiekowej
Finisz Biegu Niepodległości w Turku - 2014 r.

Finisz Biegu Niepodległości w Turku – 2014 r.

Swoje jesienią zrobiłem. We Frankfurcie nabiegana życiówka w maratonie. Dużo imprezowałem i do Turku jechałem rekreacyjnie. Jednak adrenalina zrobiła swoje. Poleciałem po 3:30/km od początku. Bieg niczym by się nie wyróżnił, gdyby nie to, że na 5,5 km usłyszeliśmy za plecami tupot końskich kopyt. Wraz z towarzyszami z grupy odwróciliśmy się za siebie, a tam stado około 10 koni pędzi galopem prosto na nas. I co najśmieszniejsze! Nikt z nas nie zbiegł z trasy. Zbiegliśmy trochę w bok do ogrodzenia, puściliśmy konie i … dalej ściganie. Na mecie rozmawiałem z Wojtkiem Więckowskim o tej sytuacji. Nad Turkiem latała motolotnia. Stwierdziliśmy, że to właśnie ona musiała spłoszyć biedne zwierzaki.

  1. Czy tutaj rozdają kasę?
Start nr 216 2/05/2006 Bieg Konstytucji Ostróda 5 km 15:08 4. bez atestu

To już była nasza tradycja. Cichy bieg, na który jeździliśmy w składzie: Wojtek Więckowski, Waldek Gieres, ja i mój tata. Zawsze było dobre ściganie, i zawsze łapaliśmy się na kaskę. Tego roku byłem mocny. Startowali zawodnicy z bieżni; Leszek Zblewski, Jarosław Czubaszek oraz mocny Białorusin Wladymir Duchnowicz. Różnice w stawce były niewielkie, jednak bardziej doświadczeni zawodnicy pokazali mi moje miejsce w stawce. Finiszowałem czwarty. Byłem zadowolony, bo to oznaczało zarobek 200 zł. Dla studenta przed juwenaliami to odczuwalny zastrzyk finansowy. Dekorowano czołowych zawodników. Na podium wspomniani wcześniej biegacze, jak czwarty, Wojtek Więckowski był piąty. Dostałem swoją kopertkę. Do tego statuetki, brawa, podziękowania dla sponsorów itp.  Nagle podchodzi do mnie starszy pan w okularach, gratuluje i podaje kopertę. Zajrzałem do środka, a tam widokówka z podpisem „Mniejszość niemiecka gratuluje sukcesu”.  Po zawodach poszliśmy na piwo. Tata pyta: co tam Ci jeszcze dali? Ja pokazuję z dumą pierwszą kopertę. Z drugiej zaraz natomiast wyjmuję rzeczoną widokówkę i … banknot 50 Euro. Chciałem pójść do biura zawodów wyjaśnić sytuację, ale starsi koledzy zasugerowali natychmiastowy wyjazd w trasę. Po zawodach czytałem jeszcze regulamin. Nie było słowa o nagrodzie od mniejszości niemieckiej lub o nagrodzie dla 4. zawodnika.  Za tydzień na juwenaliach to nie miało już żadnego znaczenia 🙂

Start Biegu Konstytucji w Ostródzie - 2006 r.

Start Biegu Konstytucji w Ostródzie – 2006 r.

  1. Uważaj, z kim zadzierasz!
Start nr 223 1/07/2006 Ciechanowska Piętnastka Ciechanów 15 km 51:55 4.

Nie szło mi na tym biegu od samego startu. Byłem bez formy, a na dodatek kilka dni po obronie pracy magisterskiej. Płacili do szóstego miejsca, więc w bólach, ale trzymałem od 10 km bonusowej pozycji. Rywale z przodu uciekali, a z tyłu naciskali. Upał niezwykły, trzeba było się spiąć. Końcówkę biegu leci się przez miasto. Około 13. kilometra pod budką z piwem stało kilku podchmielonych jegomości. Jeden z nich, z puszką piwa w ręku krzyczy: „Ej, chce Ci się tak biec”. Na to ja zmęczony, pozdrawiam go środkowym palcem. Następnie dochodzi do mało kulturalnej wymiany zdań. Nie wybija mnie to z rytmu, cisnę do mety, żeby utrzymać czwarte miejsce. Za metą podchodzi do mnie piąty zawodnik, Mariusz Pawłowski i mówi: – Blisko było! Odpowiedziałem, że tak, czułem jego oddech na plecach.  Na to Mariusz mówi, że ma na myśli gościa spod budki z piwem. Gdy mu „pojechałem”, osobnik ten chwycił cegłówkę leżącą na chodniku i rzucił się za mną pogoń. Mariusz krzyczał, żebym uważał, ale ja nic nie słyszałem. Osobnik był już tuż tuż, już uniósł rękę, żeby wykonać uderzenie, po czym… odcięło mu prąd i stanął. Nawet nie odnotowałem tej sytuacji za sobą. Całe szczecie, że pijaczek był bez formy biegowej, bo mogło się skończyć źle dla mnie. Od tego czasu wszelkie zaczepki po prostu ignoruję milczeniem.

  1. Jeden dzień, jedna noc, a w życiu jakby piękniej!
Start nr 296 26/04/2015 Orlen Warsaw Marathon Warszawa 42195 m 2:54:24 117.

 

Orlen Marathon 2015  – o tych zawodach pisałem już tutaj

https://www.biegajzdymkiem.pl/marzenia-sie-realizuje-a-nie-spelnia/

Jednak start i uzyskane 2:54 to nie jest najważniejsza sprawa. Szykowałem się do tego biegu bardzo poważnie. Byłem w Szklarskiej Porębie, miesiąc przed pobiegłem 1:19 półmaraton.  Kiedy zadzwonił Jarek Żórawski z propozycją prowadzenia rozgrzewki przed Orlen Warsaw Marathonem wiedziałem dwie rzeczy:

– nie  pomoże mi to w uzyskaniu dobrego wyniku w maratonie, ale …

– taka szansa może się już nie powtórzyć.

Jedno i drugie się sprawdziło 🙂

Czemu uważam, że to moje najbardziej nietypowe zawody? Przed każdym maratonem odpoczywam 2-3 dni, a przed samym startem jestem już mocno nabuzowany i gotowy do walki. Tutaj było odwrotnie. Piątek spędziłem na poszukiwaniu odpowiedniej muzyki i przygotowanie setu o długości 8 minut 40 sekund.  Grubo po godzinie 22-giej wróciłem od znajomego DJ z gotową muzyczką na rozgrzewkę. W sobotę rano wyjazd do Warszawy, odbiór pakietu, zakup sprzętu sportowego zgodnego z marką sponsora OWM 🙂

A potem zaczęło się: rozgrzewka przed każdym z biegów młodzieżowych, rozgrzewka przed biegiem VIPów, próba przed biegiem głównym. Trwało to dobre 5 godzin, wszystko w słońcu i bez chwili odpoczynku. Ale kiedy obracałem na zapleczu organizacyjnym spotkałem m.in.: Pawła Czapiewskiego czy Piotra Małachowskiego. Kiedy ekipa mnie puściła, musiałem na 2 przesiadki tramwajowe pojechać do Mariusza Giżyńskiego na nocleg. Gdy do niego przyjechałem, to nie był koniec. Przygotowaliśmy jeszcze program rozgrzewki. Do łóżka po prostu padłem.

Cały ten wysiłek wynagrodził mi pobyt w strefie Elity. W szatni roiło się od afrykańskich biegaczy i medalistów Mistrzostw Polski. Byłem extremalnie podniecony, a do tego czekała mnie rozgrzewka przed 15 tysiącami ludzi. W szatni przed starem byłem z Polskim zawodnikami z Heńkiem Szostem na czele.

Rozgrzewkę możecie obejrzeć powyzej. To była mega tajemnica. Nie widział nikt poza Robertem Ławnickim, do którego skierowana była jedna z uwag (film 3:01) . Te kilka minut ciągnęło się w nieskończoność. W końcu dotarłem do końca rozgrzewki, posłuchajcie komentarza na (4:50). Ściągnałem koszulkę rozgrzewkową i stanąłem na starcie maratonu. Byłem totalnie wykończony, bolałby mnie nogi. I wiecie co pomyślałem? Że już po wszystkim! Teraz już tylko przebiec maraton J  Przybiłem jeszcze piąteczkę z jednym z Etiopczyków, którym był utytułowany Lemi Berhanu (zwycięzca maratonów m.in. w Dubaju i Bostonie).

Biegałem na Mistrzostwach Polski, z zagranicznych maratonach. Byłem organizatorem, spikerem, ale te zawody wspominam jako najbardziej wyjątkowe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *