Nietypowe sytuacje z zawodów – moje subiektywnie „TOP 10”, cz. 1

Od kiedy trwa „korona-wirusowa przerwa”, próbuję zapełnić sobie pustkę w przygotowaniach do najbliższych startów.  Wpadłem na pomysł na wyciągnięcie swoich wszystkich 23 dzienniczków treningowych. Postanowiłem spisać wszystkie swoje udokumentowane starty. Jeszcze trochę czasu zajmie mi, zanim opublikuje wpis na ten temat. Zakończyłem rok 2014 Biegiem Niepodległości w Turku. To był mój 293 oficjalny start. Pozostało jeszcze 5 lat do podsumowania.

Bieg w Turku, od strony sportowej niczym się nie wyróżnił. Za to zapadł mi w pamięć wyjątkowym wydarzeniem. Zacząłem sobie przypominać różne nietypowe zdarzenia z zawodów i uzbierała się ciekawa lista.

  1. Czy 3×2 równa się 2×3?
Start nr 104 20/10/2000 Przełaje Międzypowiatowe Gostynin 6 km 17:07 1. OPEN

W matematyce pewnie można postawić znak równości. Ale nie w sporcie. Przełaje międzypowiatowe nad słynnym zalewie w Gostyninie. Ja zakończyłem swój sezon 3 tygodnie wcześniej, ale musiałem wystartować w barwach III LO. Byłem faworytem biegu. Wiosną na Mistrzostwach Polski w przełajach na 6 km zająłem wysokie 22. miejsce, a na bieżni pobiegłem 9:08 na 3000 metrów. Byłem więc zaawansowanym zawodnikiem. Dodatkowo puchar w biegu OPEN ufundował prezes TKKF Płock – niejaki Stanisław Dymek.  Na starcie 60 zawodników. Do pokonania 3 bardzo ciężkie rundy po 2 km, każda z mocnym podbiegiem po piasku. Tempo było bardzo wolne. Rywale czekali na mój ruch. Tak upłynęło nam pierwsze okrążenie i tak przebiegało drugie. Powoli zbliżaliśmy się do końca drugiego okrążenia, gdy w tym jeden z zawodników (do dzisiaj się kolegujemy) odpalił do przodu jak szalony. Byłem zaskoczony, ponieważ ruszył bardzo mocno. Kiedy przekroczył linię start/meta uniósł ręce w geście zwycięstwa w górę i wydał głośny okrzyk. Domyślcie się sami, jakie było jego zdziwienie, gdy czołówka i kolejni zawodnicy pobiegli dalej na następne okrążenie …

Na trzecim kółku poszedł już wiór. Ja wygrałem, chociaż nie było łatwo. Bohater opowieści ukończył bieg, ale z tego co pamiętam, zajął miejsce poza TOP 10.

Wniosek: warto przygotować się logostycznie do swojego startu.

Michał Kaczmarek

  1. Lepiej nie wiedzieć, z kim się ścigasz.
Start nr 109 22/04/01 Cross Ostrzeszowski Ostrzeszów 5,5 km 18:26 3. w seniorach

Kolejna historyjka miała miejsce kilka miesięcy później. Nadal byłem w klasie maturalnej. Tym razem to ja zostałem bohaterem. Pojechaliśmy na słynny Cross Ostrzeszowski.  Są tam biegi od dzieci młodszych po półmaraton. Nie pamiętam, czemu nie biegłem w juniorach, tylko w biegu seniorów na 5,5 km. To nie jest ważne! Warunki były bardzo ciężkie. Błoto, deszcz i zimno. Szybko oderwaliśmy się od stawki we czterech zawodników. Ja, Łukasz Balcer (biegał na moim poziomie), jeden blondas i szatyn. Na mocnym podbiegu w połowie dystansu zgubiłem Balcera. Podium było w garści. Postanowiłem rozprawić się z dwoma pozostałymi towarzyszami ucieczki. Zrobiłem jednego rytma – trzymają. Na ok. 1,5 km do mety dałem już maxa. A oni … oderwali się ode mnie, jakbym stał w miejscu.  Próbowałem gonić, ale kolesie włożyli mi z 300 metrów. Zająłem 3 miejsce, ale byłem zły, że tak łatwo mnie ograli.  Jakież było moje zaskoczenie podczas dekoracji. Wygrał reprezentant Ukrainy, Aleksanrd Sitkowski (przyszły olimpijczyk, zwycięzca wielu prestiżowych imprez). Drugi był Michał Kaczmarek- reprezentant Polski, który już wtedy biegał 8:04 na 3000 m.

Wniosek: czasami brak wiedzy, z kim rywalizujemy jest dobry. Gdybym wiedział z jakimi tuzami się ścigam, na pewno szybko złożyłbym broń.

  1. Sprawdź rozkład jazdy
Start numer 157 27/04/03 Bieg Zjednoczonej Europy Gniezno 10 km 31:06 9 atest

Jeden z moich najlepszych startów w życiu. Start był o godz. 17:00. Na zawody pojechałem z moją ówczesną miłością ze studiów. Powrót pociągiem do Torunia o godz. 18:40. Wszystko było ogarnięte. Podczas biegu niewiele się działo. Obsada była mocna, więc zacząłem spokojnie. Z każdym okrążeniem przesuwałem się do przodu, żeby wpaść na metę z kosmicznym czasem 31:06. Po chwili okazało się, że w elitarnym gronie zająłem 9. miejsce i będę dekorowany. Problem w tym, że ostatni pociąg był właśnie o 18:40, a dekoracja zaczynała się o 19:00. Trzeba było zostać. Za zajęcie 9. miejsca zarobiłem 150 złotych.  Po dekoracji poszukaliśmy jakiegoś hotelu (nie było wtedy bookingu). Honorowo zapłaciłem za hotel, na kolację poszła jakaś pizza i piwko. Rano śniadanie na starówce i w drogę. Wracałem z biegu dumny z wyniku i z … 20 zł w kieszeni.

  1. PESEL wszystko Ci powie

Start 296 – Orlen Warsaw Marathon 2015

Historia ta bardzo mocno wiąże się z historią nr 1! Przed trzecią edycją popularnego „Orlenu” miałem sposobność być w szatni elity (nie mylić z szatnią VIP, gdzie obijają się brzuchaci prezesi). W pewnym momencie toczy się scenka rodzajowa: ja, Mariusz Giżyński, Katarzyna Kowalska (wtedy dwukrotna olimpijka-obecnie trzykrotna) oraz ówczesny trener kadry Polski w maratonie. Gadka jak to przed startem. O treningu, pogodzie i innych pierdalansach. Ja jednak w środku ostro podniecony towarzystwem zaczynam rzucać wynikami, datami, nazwiskami. Wzbudziłem tym zainteresowanie trenera. Zostaliśmy już we dwóch, ale gadka się nieźle kleiła. Trener pytał mnie, czy jestem jakimś fizjoterapeutą lub WFitą? Zapytał mnie o moje życiówki. Oczywiście powiedziałem te na 10 km i w półmaratonie. Jego zainteresowanie moją osobą wzrosło!

W pewnym momencie zapytał: a który rocznik jesteś?

Odpowiedziałem szczerze: 1982.

Na to z niedowierzaniem trener pyta: 1992?

A ja: nie, 82!

Widać było, że na szybko w głowie liczył ile to jest. Jak policzył, powiedział krótko: wiesz co, muszę już iść.

Wniosek: chyba czas zacząć robić jak afrykańscy piłkarze. „Odmłodzić się” o jakeś 10-12 lat. Może mnie wezmą na jakiś mocny maraton 😉

  1. Sztafeta 4×100 (bez zagyzki)
Start nr 130 23/09/01 Mityng Zamknięcia Sezonu Łęczyca 1000 m 2:43.09 3. żużel

To był końcówka ostatnich wakacji przed początkiem studiów. Dzień wcześniej startowałem w biegu ulicznym Sierpcu na 8 km. Przeliczyłem się z siłami, mocno zacząłem, żeby ostatecznie dotruchtać na 7. miejscu OPEN. Po zawodach wieczorem było wyjście „do miasta” – pożegnalne! Szczerze mówiąc, nie pamiętam, o której wróciłem do domu, ale noc była przednia. Rano zadzwonił do mnie mój kompan – Stelma. Składaliśmy film z dnia poprzedniego. Powiedział, że jedzie dzisiaj na mityng zakończenia sezonu do Łęczycy.  Miał startować na 1000 m. Wizja samotnej niedzieli na kacu mi się nie uśmiechała. Dodatkowo Stelma przyznał, że z wczoraj zostało „z połowę butelki”. Spakowałem torbę i pojechałem na zawody. Będzie na powrót – pomyślałem o „połowie butelki”. Jakież było zaskoczenie, kiedy w południe zajechaliśmy na stadion w Łęczycy. Bieg na 1000 m był zaplanowany na 17:45. Tyle godzin czekania. Jak to młodzi – nie wytrzymaliśmy i zajęliśmy się butlą. Rozeszła się szybko i przyjemnie, gdy wtem wybiła 17:00 i trzeba  było lecieć na rozgrzewkę. Na starcie stanęło dziewięciu zawodników. Na początku trzymałem się pod koniec stawki. 400 metrów było w 1:06. Trochę się przesunąłem na drugim kółku. 800 metrów w 2:13 nie wróżyło rewelacyjnego wyniki. Wtem zobaczyłem przed sobą swojego kompana Stelmę. Zmieniłem przerzutkę, docisnąłem ile było pod nogą. Ostatnie 200 metrów wyszło w 30 sekund. Zająłem 3. miejsce z czasem 2:43.09 (trzeci wynik w mojej karierze).

Wniosek: mówią, że picie szkodzi biegaczom. Też jestem „ZA”, ale jak się okazuje, czasami wyjątki muszą potwierdzić zasadę.

Na dzisiaj to tyle, ale jak ciekawią Was miejsca 1-5 to zapraszam we wtorek do lektury mojego bloga. Przestanie być drętwo 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *