Mocno pobiegane na północy i południu (od Płocka :)

Październik to okres intensywnych startów. Nawet mi się udzielił ten czas, bo po raz pierwszy od kilku lat wystartowałem dwa weekendy pod rząd! To co mnie cieszy, że ja i mój team rozkręcamy się z każdym startem!

W niedzielę 7 października wystartowaliśmy w Kutnie na dystansie 10 km. Stawka zawodniczek i zawodników była mocna. Do poziomu sportowców nie dostosowali się organizatorzy, którzy opóźnili start aż o 20 minut. Przez to ja i Agnieszka Budek wykręciliśmy ponad godzinną rozgrzewkę.

Doba rozgrzewka posłużyła Agnieszce, bo pewnie zwyciężyła w kategorii kobiet. Jako jedyna z płci pięknej pobiegła poniżej 40 minut. Pomimo, że doskwierał nam upał (wiem wiem, pomyślicie, że to jednak październik, ale piekło jak w sierpniu) Agnieszka pobiegła wartościowy wynik 39:11, który potwierdza jej bardzo wysoką formę.

Czwarte miejsce OPEN zajęła Aneta Turalska. Czas 40:59 to nie wszystko, na co stać moją sierpecką Gwiazdę. Jednak zmiany zawodowe sprawiły, że na kilka dni Aneta musiała przystopować z treningiem. Poza czołowymi miejscami cieszy mnie to, że Gwiazdy zainkasowały przyjemnie sumki za swoje występki. To ważne, że ich ciężka praca na treningach jest wynagradzana.

W Kutnie żar dał mi się we znaki. I nie mam tutaj na myśli fizycznych trudów biegu. Ostatnie dni przed zawodami byłem przeziębiony. Cały czas trenowałem, jednak organizm był osłabiony. Tętno było wysokie, a prędkości na treningach wolne. Chciałem złamać 37 minut, czyli powinienem biec w tempie po ok. 3:40/km. I właśnie ten żar uderzył mi do głowy, bo pierwszy kilometr zacząłem w 3:28/km. Później tempo spadło do akceptowalnych 3:33-3:41/km. Jednak ostanie 3 kilometry to była droga przez mękę. Z trudem utrzymywałem 3:45/km. Rywale uciekli, uciekło też miejsce na podium. Pomimo fanatycznego finiszu na ostatniej prostej do podium w kategorii wiekowej zabrakło 8 sekund. Nie złamałem też zakładanych 37 minut. Gdy wbiegałem na metę chronometr wskazał 37:00. Słowem schrzaniłem bieg, ale … byłem zadowolony. Mój organizm dostał potężny bodziec. Tego potrzebowałem! Wiedziałem, że jeżeli się wyleczę, to „Kutno odda” w kolejnych startach. Bilans Kutna to 13 miejsce OPEN i 4 w kategorii.

Warto dodać, że także 4 miejsce w kategorii wiekowej zajął mój tata Stanisław, który uzyskał wynik 52:17.

Ze względu na zmiany zawodowe ostatnio mam dużo wolnego czasu. Tydzień pomiędzy startami w Kutnie a w Mławie (14 października) potrenowałem bardzo solidnie. Po przeziębieniu nie było oznak, więc do Mławy jechaliśmy z ekipą w bojowych nastojach. Nawet dokuczający mi ostatnio ból kręgosłupa w niedzielę rano ustąpił, więc wiedziałem, że będzie walka!

Tradycyjnie (jak to w lokalnych biegach) start dystansu 5 km nastąpił z opóźnieniem, bo organizatorzy… czekali na jednego z zawodników. Ale miło się czekało na start, słońce grzało, można było pogadać z kolegami. Poza mną na 5 km startowali Paweł Wojtczak, Marek Adamczyk oraz Ewa Rek i Ola Bigorajska.

Po wystrzale startera ruszyliśmy żywo. Jednak dwóch młodych zawodników (urodzili się w latach, kiedy zacząłem wyczynowo biegać) nadało takie tempo, że już po 500 metrach zaczęli odjeżdżać reszcie stawki. Po kilometrze widzieliśmy tylko ich drobne sylwetki. Druga grupa (w której się znalazłem) liczyła szczęściu zawodników. Każdy z nich miał jeden i ten sam cel – zająć trzecie miejsce. Tempo nie było mocne – biegliśmy cały czas w granicach 3:28-3:33/km. Grupę prowadziłem ja z Pawłem, czasami ktoś wyszedł na moment. Analizowałem w głowie, jak rozegrać bieg. Czułem się świetnie, więc głowa podpowiadała „Dymek, musisz być trzeci!”. Paweł Wojtczak to mój treningowy partner, znam i szanuję jego umiejętności. Nie wiedziałem jednak, na co stać pozostałych rywali. W głowie zrodził się szybko plan. Na kilometr do mety był lekki zbieg z wiatrem. Mocno przyśpieszyłem i oderwałem się od rywali. Wiór szedł na maksa. Aneta Turalska, która rozgrzewała się przed półmaratonem, krzyknęła, że rywale są bardzo blisko. Nie popełniłem błędu z „Dwóch Mostów” i dyskretnie kontrolowałem co dzieje się z tyłu. Do samej mety naciskał mnie Paweł i nieznany lokalny zawodnik, któremu dopingowali wszyscy kibice na trasie. Ostatni kilometr przebiegłem w 3:17 i obroniłem miejsce na podium.

Zdaję sobie sprawę, że nie były to prestiżowe zawody. Ale miejsce na podium w OPEN buduje pewność siebie. Czas też był przyzwoity, bo wyszło 17:27. (3:29-3:30-3:28-3:33-3:17). Jestem zadowolony, bo rozegrałem rywalizację o 3 miejsce po swojemu. Do Biegu Niepodległości w Płocku zostały 4 tygodnie, zrobię wszystko, żeby być optymalnie przygotowanym.

Piąte miejsce zajął Paweł Wojtczak z wynikiem 17:37. Paweł biegł bardzo odważnie i bez kompleksów. Na Tumskiej Dziesiątce i Biegu Niepodległości jeszcze nieźle namiesza!

Pomimo 2 tygodni przerwy spowodowanej kontuzją życiówkę poprawił Marek Adamczyk. Na końcu już leciał na oparach, ale nabiegał przyzwoite 23:16.

Na swoim dobrym poziomie finiszowała Ewa Rek, która nabiegała 24:36 i zajęła 6 miejsce OPEN! Ola Bigorajska znów z życiówką. Tym razem urwała swój PB na 25:09. Jeszcze wiosną granica 25 minut wydawała się nieosiągalna, a teraz Oli brakuje zaledwie kilku sekund. Ale tak to jest, jak się trenuje w górach w towarzystwie Gwiazd BzD. Ola w OPEN kobiet zajęła 9 miejsce.

Dla tej czwórki zawodników start w Mławie na 5 km był elementem przygotowań do zbliżających się „dyszek”.

Swoje ogromne możliwości wytrzymałościowe potwierdziła Aneta Turalska, która jako jedyna z ekipy wystartowała w półmaratonie. Celem Anety było złamanie 1:28, czyli poprawa życiówki. Do 18 kilometra „żarło” idealnie. Jednak liczne podbiegi i wiatr na trasie dały o sobie znać. Tempo ostatnich trzech kilometrów wyraźnie spadło. Mimo to Aneta walczyła do mety dzielnie. Efekt: drugie miejsce OPEN w wynikiem 1:29:32!!! Chodzi mi taka myśl, żeby Aneta pobiegła w maratonie. Nawet sam jej „pozającuję” – tylko jak ją namówić???

Przed nami okres ciężkich treningów tempowych, żeby wycisnąć maksymalną formę na „Tumską Dychę” oraz Bieg Niepodległości. W tych zawodach zobaczycie prawie całą moją ekipę. Natomiast ja pierwszy z tych biegów spikeruję, a w drugim się ścigam.

Relacje z naszych treningów obserwujcie na facebooku.

Pozdrawiam ahoj!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *