Jubileuszowa wygrana!

Dawno nie pisałem obszernej relacji z zawodów, ale w przypadku 10. Półmaratonu Dwóch Mostów  jestem zobowiązany z uwagi na uznanie dla moich zawodników.

Udział w Płockich Mistrzostwach Świata był dla każdego z nas najważniejszym startem jesieni, a nawet 2021 roku! Jestem niezmiernie dumny, że każdy z osobna, jak i cały zespół, zasłużył na medal!.

W tym roku wystawiłem może nie najsilniejszy, ale stabilny i wyrównany zespół. W przygotowaniach do zawodów wymagałem od swoich podopiecznych tego co zawsze, czyli rzetelnego realizowania planów treningowych. Moje plany treningowe nie są ciężkie, ale za to oczekuję wykonywania ich w 100%. W większości egzemplarzy nie było z tym problemów.

rozgrzewka

W dniu zawodów, po krótkim wspólnym rozbieganiu, każdy wiedział co ma robić.

Jedno koło

Nie jest zaskoczeniem, że na metę jako pierwsi dotarli zawodnicy z dystansu 11 km. Do pewnego etapu biegu ramię w ramię towarzyszył mi Patryk Obrębski. Mimo, że na podbiegach trochę zabrakło, to i tak finiszował na swoim dystansie na 14. miejscu wśród mężczyzn. Dodatkowo załapał się w kategorii płocczan na premiowanej, dziesiątej pozycji.

Pozytywnie zaskoczyła mnie Monika „Rakieta” Brulińska, która zajęła 5. miejsce wśród kobiet, na dodatek dorzucając pudło (3. miejsce) w płocczankach. Tuż za Kobietą Rakietą finiszowała Ola Bigorajska. Za cel wyznaczyłem Oli przebiegnięcie trasy  w tempie 5:15/km i wyszło idealnie. Dodatkowo cieszy szóste, premiowane miejsce w OPEN kobiet. Teraz przed Olą starty na atestowanych trasach na 5 i 10 km.

Miejsce za Olą finiszował Marcin Mosakowski, który pomimo wielkich braków w treningu, potrafi się zebrać do dobrego biegania.

Półmaraton

W biegu głównym stawka była podwójna, bo każdy biegł dla siebie, ale i dla drużyny.

Pierwszy na mecie z BzD zameldowałem się ja, ale tradycyjnie o sobie samym piszę na końcu relacji.

Przez cały dystans czułem na plecach oddech mojej czołowej trójki: Marka Wolińskiego, Rafała Wójcika i Adama Szymańskiego. Chłopaki w lato wykonali naprawdę dobry jakościowo trening, więc wiedziałem, że „odpalą”.

Marek Woliński na finiszu

Marek Woliński na finiszu

Pomimo drobnych kłopotów zdrowotnych w ostatnim tygodniu miano męskiego lidera drużyny potwierdził Marek Woliński. Nabiegał 1:26:19, co pokazuje, że w tym chłopaku drzemią duże możliwości.  Cieszę się, że Marek kontynuuje tradycje mocnego męskiego biegania w BzD. Spuścizna Dubiela, Kokockiego czy Chętki to właśnie Woliński, Wójcik i Szymański.

Wyrobnikiem, ale w pozytywnym znaczeniu tego słowa jest Rafał Wójcik, który natrzaskał 1:28:13. To dla mnie wielki trenerski sukces, bo Rafał 2 lata temu przyszedł do drużyny całkowicie „surowy”. Teraz nauczył się mojej filozofii treningu, biega coraz lepiej taktycznie. Na obecną chwilę pobiegł bardzo dobrze, ale myślę, że jeszcze w tym sezonie stać go na dobre wyniki na 5 i 10 km.

Szyki „lokalsom” miał pokrzyżować Adam Szymański, mój kolega ze studiów, z którym współpracujemy od roku. Adam dzielnie walczył do 18 kilometra, ale chłopa ostro odcięło i skończyło się na 1:34:27. Chyba musi przeprowadzić się do Płocka, żebym miał go pod ręką na treningach 😉

Plan minimum, czyli złamanie 2h ogarnął Paweł Kehl, który miał mi dzisiaj do udowodnienia, że nie jest tylko mistrzem treningu. Udało się na ostrej żyle, ale tego oczekiwałem, wyprucia do cna. Czas 1:59:08 to życiówka Pawła. Teraz urwanie kolejnych minut to będzie czysta formalność.

Drugi z naszych Mastersów, Jarek Bieńkowski, ruszył na trasę z infekcją, co niestety przełożyło się na wynik 2:04:06. Zawody musiały kosztować Jarka dużo sił, bo nie pojawił się na tradycyjnej postartowej „biesiadzie”.

Nasi Mastersi już za 3 tygodni wystartują w Silesia maratonie w Katowicach.

Dziewczyny na podium generalki

A teraz przechodzimy do tego co najbardziej lubię, czyli do dziewczyn 😉 Nie jest tajemnicą, że nie jestem trenerem Agnieszki Budek, ale nadal łączą nas koleżeńskie relację. Jeżeli Agnieszce pasuje, to wpada na ekipowe treningi. Dlatego nasza Płocka Gwiazda nie miała wątpliwości, że wesprze na Półmaratonie Dwóch Mostów BzD. Po nieudanym starcie w Bodzanowie Agnieszka podeszła do półmaratonu bardzo racjonalnie. Zrealizowała swój wcześniej założony z trenerem plan. W OPEN kobiet zajęła wysokie 5. miejsce. Pomimo, że w tym roku lokalne rywalki były mocne, kolejny raz zwyciężyła w płocczankach. Czas 1:30:46 to piękny powrót na biegowe trasy.

Aneta Turalska przez sezon 2021 idzie jak tur. Jednak widziałem po niej, że start na Ultra Mazury, gdzie zwyciężyła na dystansie 37 kilometrów kosztował ją dużo sił. Jednak Turalska to doświadczona zawodniczka i wiedziałem, że swoje pobiegnie. 1:33:49 to czas, jaki zakładałem dla Anety. Teraz jeszcze dwa starty i Aneta idzie na biegowy urlop. Do tego 8 miejsce OPEN i coś na konto wpadnie 😉

Cieszę się niezmiernie, że nasz team wzmocniła wschodząca gwiazda płockiego biegania Magda Smykowska. W lato trochę się wahała, czy przyjąć moją niemoralną propozycję. Jednak kolejne sukcesy sprawiły, że Magda zasiliła BzD. Pobiegła o minutę lepiej niż zakładałem, czyli 1:35:07, zgarniając do tego kilka miejsc na podium w kat: płocczanek, wiekowej i dawców krwi.

Pozytywnie zaskoczył mnie wynik Oktawii Markowskiej, która trochę obawiała się tego startu. Na szczęście Oktawia to zawodniczka, która zasadę 3T przyjęła ze szwajcarską precyzją, więc progres jest zadawalający. Miało być 1:59, a finiszowała z czasem 1:55:49. Gratulacje!

Drużynówka

Po dekoracji

Ani przez moment nie miałem wątpliwości i zawahania, że moja drużyna w tym roku jest naprawdę mocna. Może nie mieliśmy Budki, Dymka, Dubiela, Chętki i Turalskiej w życiowej formie, ale skład był naprawdę wyrównany, co pokazują wyniki (zaledwie 10 minut różnicy między punktującymi zawodnikami). Dla mnie w lato głównym motorem napędowym w treningach była drużynówka, bo bardzo chciałem pociągnąć swoich orłów i orlice jako lider. Nikt się „wysypał”  i stało się. Biegaj z Dymkiem zwycięzcą klasyfikacji drużynowej. Cieszy fakt, że pokonaliśmy zaprzyjaźnione, ale bardzo mocne zespoły Więckowski Team i TKKF Płock.  Zresztą składam gratulacje wszystkim ekipom i wszystkim zawodnikom, którzy ukończyli „Dwa Mosty”.

O sobie samym

Na drugim okrążeniu - ramię w ramię z Grzegorzem.

Na drugim okrążeniu – ramię w ramię z Grzegorzem.

Przygotowania do jesiennych startów szły w kratkę. Moja forma to była istna sinusoida. Pobiegłem dno w Lucieniu, żeby za 2 tygodnie zająć 3. miejsce w silnie obsadzonym i trudnym UltraKamieńsku. Niestety od kilku miesięcy moje serce urządzało na treningach istną dyskotekę. Na zwykłym biegu ciągłym tętno potrafiło pofrunąć z 150ud/min do 210, żeby po kilkunastu minutach wrócić do normy. Wydawało mi się, że te problemy mam pod kontrolą. No właśnie, wydawało mi się… Na półmaratonie już po 2,5 kilometra biegu tętno wskoczyło na 196. Zmieniłem w zegarku widok na taki bez wskazań HR i postanowiłem walczyć. Wykonaliśmy super pracę z Grześkiem Sebastianowiczem. Jednak on przy tempie 3:50/km biegł luźno i z radością. Ja niestety cierpiałem. Z każdym kilometrem widziałem, że odcięcie jest blisko. Dotrwałem do 18 kilometra, ale podbieg na płytach rozłożył mnie na łopatki. Zresztą już na 10 kilometrze średnie tętno całego kilometra wyszło 200bpm, więc nie było z czego przyśpieszyć. Wytrwałem jednak dla swoich ludzi, żeby dołożyć cegiełkę dla drużyny. Czas 1:25:04 to najsłabszy półmaraton od 2010 roku, kiedy nieśmiało wracałem do biegania i triathlonu. Na pocieszenie dodam, że zająłem 5. miejsce w klasyfikacji płocczan.

Niestety mój start w Maratonie Warszawskim jest nieaktualny. Rzucenie się na maraton byłoby  bezmyślnym ryzykiem. Miał to być mój ostatni start w „karierze ścigacza”, ale jak widać epilog przyszedł 2 tygodnie wcześniej. Od razu zaznaczam, że nie jest to decyzja pod wpływem chwili i emocji. Podjąłem ją już rok temu. Na pewno będę kontynuował i rozwijał projekt mojego życia, czyli Biegaj z Dymkiem. Teraz energię, którą inwestowałem w siebie, rozdysponuję na swoich ludzi 🙂

to zdjęcie mówi samo za siebie :)

To zdjęcie mówi samo za siebie 🙂

Zawsze pisałem, że chcę być jak Alberto Salazar. Podobnie jak on:

– osiągnąłem życiowe wyniki w wieku 21-24 lat,

– wygrałem ultramaraton w wieku 34 lat,

– zmasakrowałem swój organizm (Salazar w Bostonie w pojedynku z Beardsleyem, ja w Płocku w pojedynku z Sebastianowiczem)

– jestem twórcą i trenerem topowego teamu (Albercik Nike Oregon Project, ja tego bardzie znanego Biegaj z Dymkiem)

Tutaj jasna strona Salazara się kończy. Bo wychodzi na to, że przede mną jeszcze zawał serca i szprycowanie zawodników? Nie no, popłynąłem za bardzo 😊 Trzeba oszukać przeznaczenie i wziąć się w garść!

Mam w głowie kilka projektów, nie wszystkie są związane ze sportem i bieganiem. Już się jaram na samą myśl!

STAYED TUNED

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *