Hokus-pokus, czary mary, zrobisz życiówkę stary!

Dobrze, że nie ma tak łatwo i lekko jak w tytule, bo bym mógł zawijać interes.  Na szczęście życiówki to nie kwestia czarów i życzeń, ale ciężkiej pracy. Owoce ciężkiej i rzetelnej pracy zebraliśmy na niepodległościowych biegach.

Większość z nas wybrała Bieg Niepodległości w Warszawie. I tam przede wszystkim posypały się rekordy. Trasa jest szybka, a tegoroczne warunki były dość sprzyjające, więc wyniki były kwestią głowy.  Co do nóg moich zawodników byłem spokojny. Przygotowałem ich najlepiej jak mogłem.  Regularne starty spowodowały, że zawodnicy nabierają doświadczenia i nikt nie pękł.

Na podstawie ostatnich treningów postanowiłem ocenić rezultaty zawodników, których aktualnie trenuję. Na godzinę przed startem wysłałem oto taką wiadomość do Roberta Ławnickiego.

Jak widać, w każdym przypadku byłem blisko. A jak się pomyliłem, to nie doceniłem możliwości swoich ludzi. Ale po kolei.

Kolejny raz najszybciej z naszego teamu finiszował Krzysiek Chętka. Nowy zawodnik w ekipie poleciał dokładnie tyle, ile 1,5 roku temu nabiegał w Poznaniu Łukasz Kropek Kołodziejski, czyli 37:41. Chłopaki mają ex-aequo  trzeci wynik w historii BzD za Pawłem Kokockim (34:10) i Marcinem Dubielem (34:55). Krzysiek biega coraz lepiej taktycznie. W Warszawie wykorzystał w 100% swoje aktualne możliwości. Krzysiek przebojem wdarł się do ekipy i liczę na to, że w 2018 roku będzie jej ważną postacią.

Krzysiek jednak musi czuć oddech starej gwardii na plecach, bo za nim było ciasno. 38:38 nabiegał Łukasz Bucholc. To dobry wynik, ale po cichu liczyłem na lepiej. Jednak wpływ na wynik miały komplikacje z wykonaniem planu i bóle w barku.  Jak wszystko się u Łukasza w treningu zagra, to wyniki na pewno będą na pułapie moich oczekiwań.

Liczba dnia to 38:56. Tyle wynosi oficjalna życiówka Agnieszki Budek i Konrada Kowala. O tym, że Kowala stać było na wynik poniżej 39 minut widziałem już od połowy sezonu. Ale Kowal musiał to po prostu potwierdzić. Przed Warszawą lekko przychorował, ale po niedzielnym treningu wiedziałem, że poradzi sobie. Do urwania spokojnie jest jeszcze minuta, ale warunkiem jest solidnie przepracowana zima.

38:56 to nowy rekord ekipy kobiet na 10 km. Autorką jest Agnieszka Budek. Mam satysfakcję z tego wyniku, ponieważ we wrześniu Agnieszka przeżywała kryzys. Bardziej to był kryzys mentalny niż fizyczny. Jednak ja ani przez moment nie straciłem wiary w swoją najlepszą zawodniczkę. Motywowałem Agnieszkę do trenowania, bo w lato wykonała super pracę. Wiedziałem też, że „Szklarska odda”. Przez swoją kontuzję nie biegałem dość długo z Agnieszką. Liczyłem w październiku, że pobiegnie 39:30. Ale jak zobaczyłem na żywo Agnieszkę na niedzielnym tempie byłem pod dużym wrażeniem. To była dobra, stara „Budka”. Tysiączki po 3:42 Agnieszka biegała na dużym luzie. Wtedy uwierzyłem, że stać ją na złamanie 39 minut. Dokonałem jeszcze kosmetycznych zmian w planie i wiedziałem, że może to zrobić. Tradycyjnie Agnieszka dała z siebie wszystko i nie zawiodła.  Potwierdziła, że jest po prostu bardzo dobrą biegaczką. Jej czas dał 11 miejsce wśród kobiet. Ścisła czołówka! Myślę, że 38:56 to nie koniec możliwości Agnieszki. Oby kontuzje omijały moją Gazelę, a resztę sami zdobędziemy.

Życiówkę o 2 minuty poprawił Jarek Matacz. Jarek równo rozegrał bieg, pobiegł ostatni kilometr najszybciej. 44:12  to super wynik, ale zapewniam Was, że ma większe możliwości! Za rok na pewno będzie jeszcze szybszy.

Po aptekarsku życiówkę z poprzedniego roku poprawił Arek Kozimiński. 44:59 to jest już dobre bieganie. Jak zawsze Arek pobiegł rozważnie, do końca walczył o nowy rekord. Cieszę się, że dobrym akcentem zakończył ten sezon.

Miano „Man of the Day” przypadło Bartkowi Domańskiemu. Bartek to chłopak w sile wieku, z którym współpracuję od września. W Warszawie byłem zającem dla Izy i Bartka. Celem było złamanie 48 minut. Lecieliśmy tempem 4:40/km. Jednak widziałem, że dla Bartka tempo było rekreacyjne. Miał mocny ciąg na metę. „Przytrzymałem” go do 4,5 km i kazałem mu lecieć swoje. Widziałem, że jest w dobrej formie i liczyłem na złamanie 47 minut. Gdy na mecie spotkaliśmy Bartka jego czas mnie zaskoczył. 45:56, czyli życiówka poprawiona o prawie 6 minut. Chłopak pokazał, że ma super możliwości. Jak tak dalej pójdzie, będę musiał go przerzucić do grupy PRO.

Ja w tegorocznym Biegu Niepodległości nie mogłem się ścigać przez kontuzję. Zrobiłem jednak wszystko, żeby być na tyle sprawnym, żeby pomóc mojej Izie w biegu po życiówkę. Nie lubię prowadzić jako zając Izki, bo mi szkoda patrzeć, jak żona się męczy. Dla innych zawodników nie mam litości. Ale żona to żona 🙂  Od początku nadaliśmy żywe tempo po 4:40/km.  Nie chciałem zbyt wolno zacząć, żeby potem nie gonić na styku wyniku.  Na półmetku zanotowaliśmy czas 23:55, więc był niewielki zapas. Na powrocie mobilizowałem Izkę i naszego kolegę Kamila do mocnej pracy. Kilometry wychodziły po 4:40-4:50, więc wiedziałem, że walka będzie do samej mety. Po ósmym kilometrze wiedziałem, że musimy przyśpieszyć, bo nadal było na styku.  Zacząłem delikatnie podkręcać prędkość. Kamil odpadł, Izka walczyła na maksa. Oddychała jak parowóz, ale nie odpuszczała. Dziewiąty kilometr wyszedł 4:35 i wiedziałem, że mamy to! Walczyliśmy o urwanie sekund. Podkręcałem tempo, a Izka ku mojemu zaskoczeniu … zrównała się ze mną.  Depnąłem ostatnie kilkaset metrów do 4 minut na kilometr, a Izka trzymała się ramię w ramię. Ostatni kilometr wyszedł w 4:16! Na mecie Izka była mocno zmęczona, ale cel roku został osiągnięty – 47:42. Życiówka z poprzedniego roku poprawiona o pół minuty. Wydarzenie to zostało wyłapane przez spikera zawodów Kubę Wiśniewskiego, który oczywiście nie omieszkał poinformować o tym publiczność.

W swoich typach najbliżej byłem w przypadku Ewy Rek. Pomyliłem się zaledwie o 2 sekundy. Ewa rzetelnie realizuje plany, więc wytypowanie jej wyniku nie było trudne. Obserwuję Ewę na treningach i jestem pewien, że 52:28 to nie jest maksimum jej możliwości.  Podobnie jak narzeczony poprawiła życiówkę.  Pisać plany takiej parze to czysta przyjemność.

Swoje możliwości potwierdziła Ola Bigorajska. Na treningach wyglądała bardzo dobrze. W niedzielę na treningu z Sandrą i Ewą mocno podkręcały tempo, więc oczekiwałem dobrego biegu w jej wykonaniu.  Olę typowałem ostrożnie, jednak pobiegła odważnie i równo.  Ola zaczyna biegać po „dymkowemu”, bo ostatni kilometr był najszybszy (pocisnęła poniżej 5 minut na kilometr!).  Wynik 54:10 to oficjalna życiówka Oli. Cieszę się, że zakończyła sezon mocnym akcentem. Patrząc na metrykę Oli to mam pewność, że będzie biegać tylko szybciej.

W naturze jest tak, że watahę wilków zamyka samica Alfa. U nas było podobnie. Anka Pogodzińska ledwie zdjęła we wrześniu gips z nogi, a za chwilę zapisała się na Bieg Niepodległości. Bez problemu zaliczyła dyszkę w godzinkę z hakiem. Ance chodzi po głowie drugi maraton w karierze, więc wiosną spodziewajcie się come-backu!

Życiówkę ustanowił mój najnowszy nabytek, czyli Tomek Górecki. W niedzielę na tempówkach grupa PRO ostro przeciągnęła Tomasza. Jednak trening nie poszedł na marne, bo w Biegu Niepodległości w Działdowie na 5 kilometrów po raz pierwszy zszedł poniżej 20 minut. Jego życiówka wynosi teraz 19:38, ale nie na długo. Jak Tomek przepracuje zimę w grupą PRO to szybsze bieganie będzie formalnością.

Super bieg zanotowała Kamila Werner, moja zawodniczka ze Szczecinka. Na Biegu Niepodległości w Kołobrzegu na 10 km zajęła 2 miejsce wśród kobiet. Jeżeli chodzi o czas, to było kolejne zaskoczenie. Kamila biegała dotychczas na poziomie 43 minut. Jesienią wykonała potężną pracę treningową. Jej osiągi imponowały mi. Dlatego namawiałem Kamilę na ostatni start w sezonie. Cieszę się, że się zdecydowała na start, bo nabiegała kosmiczne 40:49!!! To jest już poważne bieganie. W ciągu roku Kamila wykonała mocny trening i wskoczyła z poziomem sportowym o dwie ligi wyżej.

Do miejsc na podium i wygranych przyzwyczaiła nas Aneta Turalska. Po ciężkim sezonie postanowiła na luzie wystartować w Mławie na dystansie 5,4 km. Aneta jak zawsze skuteczna, zakończyła sezon zwycięstwem!

Moi ludzie biegali także w Gdyni. Tam sezon startowy zakończyła Aneta Gawrońska, która pobiegła 10 km w 51:46.

Biegami niepodległości zakończyliśmy sezon startowy. W ciągu kilku dni zawodnicy otrzymają ścisłe wytyczne na okres roztrenowania. To ważny okres, część rocznego planu treningowego. Jeżeli chcą biegać w przyszłym roku jeszcze szybciej, wystarczy, że do tych wytycznych się zastosują.

Gratuluję wszystkim znajomym biegaczkom i biegaczom świetnych wyników na biegach niepodległości. Niektórzy mnie naprawdę pozytywnie zaskakują, tak trzymać!

Kilka dni odpoczynku i możecie się spodziewać podsumowania sezonu, a potem planów na 2018 rok. Mam kilka ciekawych i niekonwencjonalnych projektów do zaproponowania swoim zawodnikom.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *