Dymek za stary na ściganie, za młody na truchtanie. Chętka blisko rekordu!

Luty to miesiąc mocnego trenowania, ale też pierwszych startów. Pokazały one, że ten sezon może być przełomowy.

Lutowe starty zaczęła nowa zawodniczka w ekipie, Monika Brulińska, czyli popularna Kobieta Rakieta. Długo się przymierzaliśmy do tej współpracy, ale w końcu zaskoczyło. Triathlon zimowy (bieg-jazda na rowerze i jazda na łyżwach) miał być tylko przerywnikiem w przygotowaniach, ale pokazał, że treningi biegowe idą dobrze. Monika wygrała swoją kategorię wiekową, a wśród wszystkich kobiet uzyskała jeden z najlepszych czasów. Ale forma miała przyjść za 3 tygodnie, czyli halowe Mistrzostwa Polski Masters. Tam Monika miała wystartować na 200 i 400 merów.

16 lutego w biegu przełajowym Cross Wapionka w Górznie wystartowała Aneta Turalska. Anetka jest w mocnym treningu, bo szykujemy się na Ultra Pazur na 25 km. W Górznie na 10 km zajęła drugie miejsce wśród kobiet. Jestem zadowolony z jej postawy, bo trenuje naprawdę rzetelnie.

W sobotę na halowych Mistrzostwach Polski Masters w Toruniu startowaliśmy ja i Monika. Widziałem na ostatnim wspólnym treningu, że Monika jest mocna. Jednak ostatni tydzień był pechowy dla mojej zawodniczki, ponieważ spędziła go w drodze pomiędzy domem a szpitalem (choroba syna). Na szczęście sytuacja na tyle się poprawiła, że Rakieta dosłownie stanęła w blokach startowych. 200 metrów to miała być rozgrzewka przed głównym startem, czyli czterysetką. To pod ten dystans ułożony był trening. Pomimo startu na najgorszym, pierwszym torze, Monika poprawiła życiówkę na 31.84. Zajęła 6 miejsce, ale rywalki przed były naprawdę blisko. Byłem zaskoczony aż tak dobrym wynikiem i czekałem na więcej na 400 m. Tam Monika wywalczyła brąz z kolejną życiówką 1:12.76 poprawioną aż o 3 sekundy. Myślę, że na 400 metrów stać Monię na bieganie poniżej 1:10, jednak trudy tygodnia dały o sobie znać.

W grudniu założyłem sobie pewien plan treningowy do Torunia. Obejmował 5 tygodni biegania w I i II zakresie, dużo podbiegów i rytmów, a w lutym ostatnie 3 tygodnie trochę intensywniejsze.  W sprawie rozkładu akcentów poradziłem się Mariusza Giżyńskiego, który, jako doświadczony biegacz bieżniowy, z powodzeniem startował w hali. Drobne korekty od Mariusza były trafne, bo biegało mi się naprawdę dobrze. W poniedziałek w Mikołajkach pobiegłem ostatni bieg ciągły w II zakresie. Po 6 km w crossie (średnia 4:02/km) wyskoczyłem w mieście na asfalt i zapaliłem 1 km w 3:19. Było fajnie, ale po tym treningu zaczęła mnie ciągnąć łydka i Achilles w lewej nodze. Mimo to, zrealizowałem plan w 100,00%. Czwartek i piątek byłem totalnie bez życia (i snu). Ale stwierdziłem, że jak było potrenowane, to trzeba wystartować, choćby nie wiem co! W sobotę im bliżej startu, tym czułem się lepiej. Na starcie 17 zawodników. Sprawdziłem wszystkich na Enduhub. W 2019 roku na 5 km biegali wszyscy. Moje 17:19 dawało mi 13 miejsce. Planowałem pobiec ok. 9:50 i celowałem w ok. 6-8 miejsce.  

Na początku dobrze się ustawiłem, od razu przy bandzie. Utworzyła się grupa gości, którzy są trochę lepsi ode mnie. Biegłem na końcu tej grupy. Pierwszy kilometr minął w 3:15, idealnie! Starałem się kleić grupę i biec luźno. Drugi kilometr 3:21 (dwójka w 6:36). Trochę wolniej, ale w normie. Wiedziałem, że teraz zacznie się walka. Niestety z każdym okrążeniem zwalniałem (z 39 sekund do 42 sekund). Długa przerwa w startach (od 7 października) sprawiła, że brakowało mi tzw: przez Wojtka Więckowskiego „zaplucia”. Grupa odjechała, a mnie było stać tylko nie niewielki zryw na ostatnim okrążeniu. Skończyło się na słabym 13. miejscu z czasem 10:03.74.

Wyniki biegu:

http://zawodypzwla.atp-web.eu/index.php?wybor=wynikic&d=5&k=21&p=M

Z jednej strony liczyłem na dużo więcej, z drugiej strony tragedii i kompromitacji nie było.  Jednak z wiekiem forma spada. To był mój 16 bieg na 3000 metrów i pierwszy powyżej 10 minut (wcześniej 6 razy poniżej 9:00.00 i 9 razy powyżej). Mimo to liczę, że ten bieg będzie dobrym przetarciem przed poznańskim startami ulicznymi: 10 km i półmaratonem. W niedzielę biegało się super na treningu. Łydka i Achilles pracowały poprawnie. Dziękuję mojemu suportowi, Markowi i Krzyśkowi za to, że poświęcili dzień, żeby towarzyszyć mi w wyprawie do Torunia!

Miłym akcentem zawodów było to, że tydzień przed mistrzostwami otrzymałem od rzecznika prasowego Polskiego Związku Lekkiej Atletyki Masters – pana Tomasza Niejadlika, maila z ofertą startu w 1. Halowych MP Dziennikarzy w Lekkiej Atletyce. Pan Tomasz znał moje dokonania na polu medialnym i potwierdził, że spełniam wszystkie kryteria wymagane do udziału w tej kategorii. Ofertę przyjąłem z wielką przyjemnością i zaszczytem. W debiutanckiej edycji mistrzostw dziennikarzy zająłem 1. miejsce. Myślę, że moja przygoda ze startami w kategorii Masters i dziennikarzy dopiero się rozkręca;)

Super w niedzielę pobiegli moi podopieczni. Wystartowali w biegu na 5 km towarzyszącym Półmaratonowi we Wiązownie. Większość akcentów robię z Krzyśkiem Chętką. Widziałem ostatnio, jak jego forma rośnie. Często musiałem się nieźle spinać, żeby dotrzymać mu kroku. Po jednym z treningów powiedziałem mu: „we Wiązownie jesteś na 16:40”. Okazało się, że jest jeszcze lepiej! Wynik Krzyśka to 16:38. Do rekordu ekipy naszego mistrza Pawła Kokockiego brakuje mu zaledwie 6 sekund.  Krzysiek ma jeszcze duże rezerwy. Jak postawi tylko na bieganie, to może być naprawdę mocny!

Z dobrej strony pokazał się Jarek Bieńkowski, który pobiegł nieznacznie wolniej od swojej życiówki. Czas 22:04 daje dobre perspektywy na zbliżające się poznańskie biegi. Warto dodać, że chłopakom na trasie towarzyszył słynny „wmordewind”.

Co przed nami? 2 tygodnie objętościowego treningu. W lutym szybkich odcinków było dużo, więc trzeba podładować akumulatory przed półmaratonem. Ze 3 tygodnie „Rekordowa Dziesiątka”, a za kolejne 3 tygodnie „Półmaraton Poznań”. Już nie mogę się doczekać.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *