Ciężkie otwarcie sezonu

Bieg Tropem Wilczym, jak co roku, wzbudzał wiele emocji. W końcu dla większości zawodników to pierwszy poważny sprawdzian przed zbliżającym się sezonem.  Od kilku lat sezon biegów w Polsce trwa okrągłym rokiem, ale ja pozostaję wierny starym metodom szkoleniowym i głęboko wierzę w zimowe „budowanie fundamentów”. Z tego powodu dla mojej ekipy płocki Bieg Tropem Wilczym był pierwszym startem.   Moi zawodnicy długo trenowali, dlatego nie mogli się doczekać pierwszych zawodów. Obawy przed startem rosły, bo pogoda sprawiła ciężkie warunki, a do tego przebudowałem przygotowania względem poprzedniej zimy.  Na starcie stanęli najmocniejsi z naszej ekipy. Zarówno chłopaki, jak i dziewczyny mieli walczyć o jak najwyższe lokaty – zresztą jak zawsze 😉

O pogodzie i trasie nie będę pisał, bo Ci co startowali lub kibicowali widzieli co się działo. Na szczęście pogoda i trasa to najbardziej demokratyczne składniki biegania – dla wszystkich są takie same – dla „Biegaj z Dymkiem” także.

Wrażenia z trasy

full koncentracja przed startem

Z niestety niewielkim opóźnieniem, ale w końcu ruszyliśmy. Gigantyczna kałuża 50 metrów po starcie sprawiła, że w czołówce od razu rozpoczęła się walka o dobre pozycje. Czołówka szybko się wyklarowała, a ja z Pawłem Kokockim usadowiliśmy się kilkanaście metrów za nią. Jednak po zbiegu w ścieżkę za schroniskiem dla zwierząt grupa zaczęła się rozciągać.  Czołówka zaczęła uciekać, a za nią uformowała się trojka: ja, Paweł i Przemek Giżyński.  Wspólnie przebrnęliśmy strumień, hardkorowy odcinek po krzakach i zbieg na Szpitalnej. W parowie dołączył Dubiel. Zgodnie w moim mailem z piątku, na początku parowy mieliśmy przycisnąć. Jednak tempo biegu było dość mocne, a nawierzchnia nie pozwalała na zdecydowane przyśpieszenie. Przed mostem (tym nad/pod Dobrzyńską) podkręciłem tempo, ponieważ chciałem wbiec w ścieżkę jako pierwszy z naszej czwórki. Słyszałem za sobą kroki rywali, więc musiałem dawać z siebie 100%. Kiedy wybiegliśmy na płyty przy schronisku kontrolnie rozejrzałem się dookoła. Obok mnie biegli moi zawodnicy: Paweł i Dubiel. Byłem zadowolony z takiego obrotu sprawy, bo następny zawodnik z przodu był dość daleko, a rywal z kategorii +35, czyli Przemek stracił trochę dystansu.

początek podbiegu – jak widać – walka na całego

Powiedziałem swoim chłopakom „lecimy równo” i w tym momencie Paweł ruszył nagłym zrywem. Było to przed finałowym podbiegiem.  Nasza reakcja, moja i Dubiela, była natychmiastowa. Skleiliśmy Pawła i wieźliśmy się na jego plecach. Jakie było moje zaskoczenie, kiedy w połowie „górki” Paweł dosłownie „stanął”.  Wtedy Dubiel wziął sprawy w swoje ręce, a raczej nogi. Odjechał mi na 10 metrów. Na nawrotce w bramie Wisły miał z 15 metrów przewagi nade mną, a ja ze 30 metrów przewagi nad Pawłem.  Na terenie Wisły próbowałem jeszcze wyprzedzić Marcina, ale udało mi się jedynie zniwelować stratę do kilku metrów. Kiedy wbiegliśmy na metę nawet nie wiedzieliśmy, które miejsce zajęliśmy.  Tradycyjnie zrobiliśmy roztruchtanie wzdłuż trasy, żeby dopingować naszych.  Po chwili finiszował Łukasz Bucholc, a zaraz za nim mój nowy zawodnik, czyli Konrad Kowal.

Krzysztof Skrok – zielona koszulka i Agnieszka Budek – pomarańczowa

Do końca dopingowaliśmy Agnieszkę Budek, która tym razem musiała zadowolić się drugim miejscem. Różnica do zwyciężczyni, Gosi Daszkiewicz była nie duża, ale widać było, że „Budka” nie miała już z czego depnąć.  Od razu za Agnieszką finiszował Krzysiek Skrok, który także debiutował w zawodach „na moim” treningu.   Byłem niezmiernie zadowolony, bo nie upłynęło kilkadziesiąt sekund i na finiszu pojawiła się Aneta Turalska – też na podium!

Aneta w dobrej formie u progu sezonu.

Równie dużą radość sprawił mi powrót na biegowe trasy rekonwalescenta, czyli Michała Płoskonskiego. „Płosko” jest po operacji kolana i powoli wraca do truchtania. Na razie nie ma mowy o mocnym trenowaniu, ale są widoczne postępy w rehabilitacji.

Płosko pozdrawia

Na koniec pobiegliśmy z Dubielem podziękować naszym kolegom i koleżankom z ekipy, którzy na finałowym  podbiegu wspierali nas głośnym dopingiem.

Analiza

Na początek wyniki z biegu.

http://www.projektigrzyska.pl/wyniki/79-bieg-pamieci-zolnierzy-wykletych-tropem-wilczym-w-plocku/

2 lata temu ta trójka stała na podium OPEN w Biegu Wilczy, Teraz pozostała nam rywalizacja w kategorii weteranów – młodzi atakują!

Co do  startów „Biegaj z Dymkiem” nie wygląda to najgorzej, ale rewelacji jeszcze nie ma. Na pewno cieszy mnie postawa Dubiela (8 miejsce OPEN ), z którym często trenujemy. Na wspólnych treningach prezentował się naprawdę dobrze, jednak ostatnie 2 tygodnie zmagał się z bólem pięty. Do końca jego start stał pod znakiem zapytania. Nie dosyć, że pobiegł, że ukończył,  to na dodatek po profesorsku ograł mnie i Pawła Kokockiego na podbiegu. Mam nadzieję, że uda się wyleczyć problemy z nogą, bo perspektywy na wiosnę są bardzo dobre. Dubiel wykorzystał to, że przez cały bieg ja i Paweł ścigaliśmy się ramię w ramię. To raz Paweł wyrywał, to innym razem ja go dochodziłem. Te zmagania kosztowały nas trochę sił. Marcin pokazał, że na podbiegach czuje się doskonale i odjechał nam jak chciał.  Formę Pawła (10 miejsce) także oceniam na plus, aczkolwiek wielu widziało go przed biegiem na podium. W życiu Pawła przez rok wiele się zmieniło, bo ze studenta stał się etatowym pracownikiem, więc tak dużo wolnego czasu na trening i regenerację już nie ma

Uczeń zgrzał Mistrza – i o to chodzi w tej zabawie!

17 miejsce zajął Łukasz Bucholc. Ta pozycja odpowiada jego aktualnej formie, aczkolwiek ja będę się zawsze upierał, że stać go na więcej!

Łukasz Bucholc na końcówce.

Blisko czołówki jest Konrad Kowal (21 miejsce), który przykładnie realizuje założenia treningowe i szykuje się do debiutu w półmaratonie.

Z Kowala jeszcze wykuję dobrego zawodnika!

Po tygodniowym urlopie w górach z dobrej strony pokazał się Krzysiek Skrok (26 miejsce), który jako jedyny z naszej grupy przygotowuje się do maratonu. Ten start był dla niego przerywnikiem w żmudnych maratońskich zmaganiach.

foto: Gosia – FreakGirl

Dziewczyny – nie powiem – liczyłem na 1 i 2 miejsce. Jednak moje „Gwiazdy” musiały uznać wyższość specjalistki od biegów z przeszkodami – Gosi Daszkiewicz.  Różnice nie były duże, jednak zabrakło mocy.  Co do Agnieszki, to wypadło jej kilka dni przez kontuzję łydki, jednak nie uważam, żeby to była przyczyna przegranej. Jest teraz na takim pułapie przygotowania  i jedyne co może zrobić to trenować równie ciężko jak dotychczas.  Obok Dubiela pozytywnym zaskoczeniem (a raczej potwierdzeniem) był występ Anety Turalskiej.  To zawodniczka o wielkim potencjale.  Jednak musiało upłynąć kilka miesięcy, zanim udało mi się okiełznać temperament zawodniczki z Sierpca.  Plan na styczeń i luty wykonała pod linijkę i widać pierwsze efekty. W porównaniu z poprzednim rokiem to pułap startowy o niebo lepszy.

Jak widać „Gwiazdy” BzD zawsze w dobrym humorze 🙂

Wnioski

W zimę długo analizowałem wszystkie występy wszystkich moich zawodników.  Przeglądałem także plany treningowe oraz ich wykonanie. Doszedłem do jednego ważnego wniosku. Mianowicie rok temu na Wilczym Biegu wszyscy moi zawodnicy byli w bardzo dobrej formie. Nabiegali naprawdę dobre miejsca.  Wilczy Bieg podbił ich wydolność, podkręciliśmy trening krótkimi odcinkami i na „Maniackiej Dziesiątce” wszyscy nabiegali fenomenalne rekordy życiowe.  Następnie na „Półmaratonie Warszawskim” wszyscy pobiegli bardzo dobrze, ale do zaplanowanych czasów zabrakło kilku sekund. Od kwietnia kilka osób złapało kontuzję, kilka zanotowało spadek formy.  „Maniacka Dziesiątka” w połowie marca dla m.in.:  Kokockiego, Dubiela, Bucholca, Kropka, Bąkiewicza, Płoskońskiego czy Malwiny Nagadowskiej była najlepszym biegiem w sezonie.  Zaczęliśmy z wysokiego pułapu, jednak nie wszyscy byli w stanie go utrzymać.  Jestem początkującym trenerem i wiem, że mogę wiele poprawić w swoim warsztacie. Dlatego „słabsze” wyniki w tegorocznym Biegu Wilczym Tropem są po części pokłosiem zeszłorocznego sezonu. W tą zimę praktycznie całość przygotowań oparliśmy na spokojnych biegach w drugim zakresie oraz Biegach z Narastającą Prędkością.  Niektórzy liznęli już jakieś pojedyncze tempówki, ale np.: Agnieszka Budek w tym roku nie pobiegła jeszcze żadnego tempa, same ciągłe biegi.  Taktyka na ten sezon jest odwrotna niż na 2016 rok. Zaczynamy z niższego pułapu, a forma ma ze startu na start rosnąć.

W przeszłości ta taktyka wielokrotnie sprawdzała się w mojej karierze zawodniczej, teraz zobaczymy, czy przełoży się na moich ludzi.  W najbliższą sobotę na Stadionie Miejskim już nie będzie zlituj i bierzemy się ostro do pracy, bo jak widać, rywale nie próżnują.  Jedyne, czego możecie nam życzyć to zdrowia i braku kontuzji.

Drużynówka

Cieszę, że ponownie zajęliśmy pierwsze miejsce w klasyfikacji drużynowej.  Obecnie poziom mojej ekipy jest bardzo wyrównany i nawet w przypadku słabszej formy lub kontuzji któregoś z liderów  kolejni zawodnicy są gotowi ich godnie zastąpić. Gratuluję dobrego występu  wszystkim drużynom i cieszy fakt, że sklasyfikowano aż 19 zespołów.

Gratuluję organizatorom dobrego biegu. Dziękuję niebiegającej części mojej ekipy: Filipowi, Izie, Kropkom i Lenie za doping i zdjęcia.  Przy takim dopingu żaden podbieg nie jest straszny.

Teraz pewnie relacje będę pisał w dwutygodniowym odstępie po każdych zawodach. Więc jesteśmy na łączach i zapraszam do lektury 12 marca. Mam nadzieję, że też będzie o czym pisać.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *