Bieg Wilczym Tropem, czyli pobiegli ile mogli(śmy).

Bieg Tropem Wilczym, pomimo, że organizowany dopiero od 3 lat, jest już kultową imprezą biegową w Płock. Jak widać po wynikach z ostatnich lat, wszyscy liczący się w regionie zawodnicy podchodzą do zawodów bardzo poważnie. Tutaj nie ma taryfy ulgowej w ściganiu, a warunki pogodowe za każdym razem są inne. Wygrywają zawodnicy kompleksowo przygotowani pod względem wytrzymałości, siły i szybkości.

Także w tym roku było podobnie. Na starcie paka mega-mocna. Pogoda – słońce i -5 stopni – jeszcze jesienią uznana zostałaby za porażkę. Jednak po 2 tygodniach siarczystych mrozów to – 5 wszyscy uznali za sprzyjającą pogodę.

Ciężkie mrozy dały się we znaki płockim biegaczom. Plaga chorób nie ominęła także ekipy Biegaj z Dymkiem, której skład został w tym mocno przetrzebiony.  Ale do rzeczy.

Aneta Turalska

Zwycięzcy tegorocznej edycji Biegu Tropem Wilczym urodzili się w latach 90. Przemek Obara to 1995 rocznik, a Aneta Turalska 1991. To jasny znak tego, że powoli dochodzi do zmiany pokoleniowej w lokalnym bieganiu. Miejmy nadzieję, że kolejni młodzi zawodnicy będą nacierać na czołowe miejsca.

Mnie bardzo cieszy wygrana Anety Turalskiej.  Nie będę pisał kolejny raz, że Aneta przeszła metamorfozę i jest poważną zawodniczką.  To już wiecie. Od połowy grudnia Aneta realizuje bardzo ambitny plan treningowy. Wszystkie wolne dni w jej grafiku pracy wypełniają treningi biegowe. Do tego mój plan uzupełnia pływaniem oraz treningiem sprawnościowo-siłowym. Miesięczna objętość treningu Anety to ok. 300 kilometrów.  Pomimo kłopotów z przeciążonym kolanem w tygodniu poprzedzającym start pewność siebie Anety nie została zachwiana. Dokonałem kilku drobnych korekt treningu i wiedziałem, że będzie dobrze. Największa rywalką Anety była nasz dobra znajoma Gosia Daszkiewicz, która zawsze wysoko zawiesza sportową poprzeczkę.  W sumie to przed biegiem nie rozmawiałem z Anetą o taktyce biegu, wiedziałem dobrze, że ona już wie jak ma pobiec. I bingo! Aneta biegła swoje i pewnie wygrała.  To był ważny akcent przed Półmaratonem Warszawskim, który jest docelowym startem Anety na wiosnę.

EKIPA

Z męskiej grupy Biegaj z Dymkiem po raz kolejny liderem był Krzysiek Chętka. Krzysiek zajął 9 miejsce OPEN oraz 3 w kategorii wiekowej. Jestem bardzo zadowolony z tego startu, bo Krzyśka też trapią problemy zdrowotne, a mimo tego pobiegł bardzo mocno i przegrał tylko z doświadczonymi rywalami.

Debiut startowy na moim treningu zaliczyło wczoraj dwóch zawodników. Pomimo, że wpadli na metę niemal równocześnie, przygotowują się do całkiem innych dystansów. Adam Budziło, z którym przygotowujemy się do WARSAW ORLEN MARATHON zajął 22 miejsce, a tuż za nim, na 23 miejscu dobiegł Włodzimierz Skosogorienko. Adam to triathlonista, Ironman, którego celem na 2018 rok jest jak najlepszy wynik w maratonie. Natomiast Włodek to solidny przeszkodowiec, który na OSHEE 10 km chce zbliżyć się/złamać 40 minut. Jak widać po zajętych miejscach, robota idzie w dobrym kierunku.

W dobrym kierunku idą przygotowania Krzyśka Skroka, który finiszował na 28 miejscu. Wynik mógłby być trochę lepszy gdyby nie upadek na trasie. Na szczęście nic groźnego się nie stało. Forma Krzyśka jest stabilna i dalej realizujemy przygotowania do OWM.

Dobry bieg zaliczył Jarek Matacz. Jarek jeszcze tydzień wcześniej z powodu choroby miał problemy z realizacją wspólnego treningu wraca do zdrowia. 52 miejsce oddaje jego aktualną formę, która zgodnie z planami przez najbliższe 3 tygodnie ma tylko rosnąć.

Po licznych przerwach do gry wraca Bartek Domański, który zajął 64 miejsce. Zgodnie z planem Bieg Tropem Wilczym był przetarciem przed przyszłotygodniowym startem na 10 km we Wrocławiu.

Arek Kozimiński to kolejny z „kuracjuszy” w naszej ekipie. W ciągu 2 tygodni przed Wilczym Biegiem zrobił zaledwie 1 trening.  Wystarczyło do zajęcia 86 miejsca OPEN.  Mam nadzieję, że weteran BzD wróci do regularnych treningów i powalczymy wiosną o nowe życiówki.

W ostatnich dwóch miesiącach największe wrażanie sprawiły na mnie postępy i podejście do treningu Ewy Rek. Ewka realizowała plan z dużą precyzją i zaangażowaniem.  Niestety w ostatnich dniach przydarzyła się mała kontuzja, która trochę zastopowała moją nową zawodniczkę.  Mimo wszystko udało się wystartować i pobiec dobre zawody. Ewka zajęła 10 miejsce w kategorii wiekowej (141 OPEN). Ciekawi mnie, ile z tego „nabiega” na 10 km za tydzień we Wrocławiu.

Obok Anety Turalskiej najbardziej jestem zadowolony ze startu Oli Bigorajskiej. Ola, z którą współpracuję od kilku miesięcy, też poważnie podchodzi do treningu i dokładnie realizuje plany. Niestety w lutym także znalazła się na liście chorych. Na szczęście choroba nie zostawiła śladu na formie Oli.  Moja najmłodsza zawodniczka ukończyła bieg na 12 miejscu w kategorii wiekowej (159 OPEN).  Jestem zadowolony, bo przez zimę poczyniła widoczne postępy. Jakość jej biegania jest nieporównywalnie lepsza niż jesienią. Do startu w OWM na 10 km zostało jeszcze 7 tygodni, ale jak przygotowania będą szły jak dotychczas, to może z tego być życiówka przez duże Ż.

W barwach Biegaj z Dymkiem pobiegło jeszcze dwóch zawodników. Dobrze znany Stanisław Dymek oraz reprezentujący inną dyscyplinę sportu – Kamil Smoliński.  Tym razem młodość wzięła górę i Kamil był kilka miejsc przed Staśkiem.

Nasi startowali także w 38. Półmaratonie we Wiązownej. Sandra Sztal pomimo (a jakże) problemów zdrowotnych zdołała się wykurować i wzięła udział w biegu na 5 km.  Sandra wykręciła 25:24. Praktycznie bez trenowania nie jest źle. Sandra, podobnie jak pozostałe dziewczyny z ekipy, szykuje się do debiutu na 10 km w ramach OWM. Jest jeszcze trochę czasu, żeby podszlifować formę.

DRUŻYNÓWKA

W poprzednich dwóch latach zwyciężyliśmy dwukrotnie, a w pierwszej edycji zajęliśmy drugie miejsca. Niestety przetrzebiony skład w tym roku sprawił, że szanse na wygranie były minimalne.  Lokalne drużyny są coraz mocniejsze, poziom rywalizacji klubowej stale rośnie. Postanowiłem, że biegniemy tymi ludźmi co są zgłoszeni i zobaczymy co z tego wyjdzie. Wyszło całkiem nieźle, bo zajęliśmy 4 miejsce. Ulegliśmy drużynom o potwornie mocnych składach.  No cóż, nie można wygrywać wszędzie i zawsze. Rywale byli mocniejsi, ale Biegaj z Dymkiem nie składa broni.

Wyniki zawodów:

http://projektigrzyska.pl/wyniki/148-bieg-tropem-wilczym-plock/

Na końcu o sobie samym

Jak zauważyliście, choroby i kontuzje dotknęły w ostatnim czasie prawie wszystkich moich zawodników. Jest to pochodna srogiej zimy jaka w lutym nawiedziła Polskę oraz rozpisywanych przeze mnie treningów.  Moja szkoła treningowa jest taka, że podopieczni nie biegają dużo, ale za to treningi są bardzo intensywne. Takie podejście sprawia, że nie każdy takie przygotowania jest w stanie wytrzymać. Ale Ci co wytrzymają robią później super wyniki w sezonie. Ot, taka selekcja naturalna.

Niestety selekcja dotknęła także mnie. Od kilku tygodni przygotowania szły dobrze.  W lutym ani razu nie odczułem śladów dawnych kontuzji. Nabrałem pewności siebie i kolejne akcenty szły coraz lepiej. Niestety, w połowie lutego przyplątało się przeziębienie.  Czułem się osłabiony, ale lekarz stwierdził, że jestem całkowicie zdrowy. Pomimo postępujących objawów choroby nie zwalniałem tempa na treningach. Od zawsze w przygotowaniach prowadzi mnie głębokie przekonanie, że mam silny organizm, że jestem jak Robo-Cop. Moją pewność siebie podbudował środowy akcent, który wyszedł bardzo dobrze. Nie mogłem się doczekać zawodów. Rozruch dzień przed wskazywał, że będę walczył o czołowe miejsca. Niestety noc przed startem była nieprzespana. Choroba totalnie mnie rozwaliła. Tętno spoczynkowe rano 90 ud/min! Po raz pierwszy w 21-letniej przygodzie biegowej zrezygnowałem ze startu w dni zawodów.  Czułem się tak fatalnie, że w sumie to nie była trudna decyzja.  Ostatkiem sił udało się jeszcze pomóc Radiemu w organizacji biegu, ale wieczór nie należał do rewelacyjnych. Teraz leżę w łóżku i wyglądam tak :/

No cóż, płacę słony rachunek za swoje błędy. Idealnie zrealizowałem ostatnie plany treningowe rozpisanie przez mojego trenera Wojtka Więckowskiego, ale zbagatelizowałem objawy zmęczenia i nadchodzącej choroby. Mam nadzieję, że przerwa nie odbije się na całości przygotowań. Nie ma co się załamywać, muszę wydobrzeć jak najszybciej i wrócić do mocnych treningów.  Do OWM pozostało 7 tygodni, czyli czas zacząć BPS.

Pomimo choroby, z Biegu Tropem Wilczym wróciłem jeszcze mocniej zmotywowany. Wpływ na to miała komiczna sytuacja. Rozmawialiśmy z chłopakami z czołówki o planach startowych na wiosnę. Ja zadeklarowałem, że w kwietniu chcę pobiec 2:45 w maratonie. Jeden z lokalnych biegaczy przysłuchujących się rozmowie (pozdrawiam Kolegę 🙂  ) zaskoczony skwitował „To Ty chcesz jeszcze maraton w 2:45 biegać?”.  Widzę, że jako zawodnik zostałem przez niektórych skreślony. Każda passa się kiedyś kończy. Ta dobra i ta zła. Ja czekam cierpliwie i liczę, że nie Dymek-spiker, nie Dymek-trener, nie Dymek-organizator, ale Dymek-zawodnik wróci wkrótce do gry.

Kolejne starty zawodników ekipy Biegaj z Dymkiem już w najbliższy weekend. Zaglądajcie na fejsa jeżeli chcecie być na bieżąco  z naszymi poczynaniami.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *